czwartek, 11 maja 2017

Zasady korzystania z książek DO DRUKU


Cześć! Niedawno obejrzałam dość optymistyczny reportaż o tym, że po ostatnich latach stagnacji, coraz więcej osób zaczyna ponownie korzystać z bibliotek, co pozwala mieć nadzieję, że liczba ludzi czytających książki również wzrasta, z czego należy się cieszyć, bo jak powiedział Tyrion Lannister "umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia, jeśli, oczywiście, ma zachować ostrość".


Mam konto biblioteczne od 7 roku życia. Pamiętam, że moją pierwszą samodzielnie przeczytaną książką była lektura szkolna, bodajże 15-stronicowa, "Zaczarowana zagroda" Aliny i Czesława Centkiewiczów. Pamiętam też jak moja ówczesna wychowawczyni powiedziała nam przed jej omawianiem, że ona potrafi przeczytać około 300 stron dziennie. Boże jak ja ją wtedy podziwiałam i jej zazdrościłam! Przeczytanie "Zaczarowanej zagrody" zajęło mi chyba z tydzień. Po tym przeżyciu, przez jakiś czas uważałam, że książki są męczące i wcale nie miałam ochoty czytać. Jednak te 300 stron ciągle siedziało mi w głowie, aż w końcu wraz z coraz lepszym rozwojem czytania nabywanym podczas przymusowej lektury na lekcjach czytanek z podręcznika, postanowiłam, że dorównam swojej wychowawczyni. Do dzisiaj moim rekordem jest książka "Harry Potter i Zakon Feniksa", którą przeczytałam w jeden dzień, a która ma około 950 stron.

Nie powinno się oceniać książki po okładce, dlatego zanim jakąś wypożyczę i przeczytam opis, zaglądam do środka. Nie czytam, ale sprawdzam czy podczas czytania nie napotka mnie niemiła niespodzianka. Podczas buszowania w bibliotekach niejednokrotnie trafiałam na książki uszkodzone, pogryzmolone, brudne, umazane czymś co do złudzenia przypomina zaschnięte smarki. To mnie oczywiście skutecznie zniechęca, mimo porywającego opisu fabuły...

Dzieci w moim przedszkolu książki ciekawią, starsze zaczynają powolutku czytać i pisać, młodsze proszą o książkę do obejrzenia i na podstawie obrazków same wymyślają jakieś opowieści, albo przywołują to, co zapamiętały, kiedy im czytałam. Najwyższy więc czas zapoznać je z zasadami, które powinny towarzyszyć wszystkim czytelnikom i które sądząc po niektórych widzianych przeze mnie pozycjach, chyba musiałyby być wdrukowane na pierwszej stronie wszystkich książek. Zebrałam te najważniejsze i doczepiłam do nich obrazki.

Zasady korzystania z książek do pobrania


Opowiadanie o baaardzo zmęczonej książce

Szukając inspiracji do przeprowadzenia umoralniających książkowo zajęć, natrafiłam na stronie  http://elizasmahoney.com wspaniałe opowiadanie dla dzieci o książce, która była baaardzo zmęczona:

Bajka o zmęczonej książce z bajkami

Była raz sobie baaardzo zmęczona książka z bajkami.  Najchętniej wsunęłaby się pod kołderkę i zasnęła twardym, zdrowym snem aż do rana, ale dzieci nie miały jeszcze ochoty na sen i żądały, by książka nadal je zabawiała.

— Pokaż nam smoka, który zieje ogniem po same chmury! Chcemy śpiącą królewnę i całą armię krasnoludków, i morze z piratami, i Babę Jagę w chatce na kurzej łapce! – wołały jedno przez drugie i na wyścigi przewracały kartki, gniotąc je, a nawet rozdzierając.

Wszyscy bohaterowie książki ziewali już tak mocno, że ledwie patrzyli na oczy, więc bajki wcale nie toczyły się tak, jak powinny.

Baba Jaga wleciała na drzewo i nabiła sobie guza. Rozpłakała się straszliwie i zbudziła śpiącą królewnę, jeszcze zanim dotarł do niej królewicz. Zmęczone krasnoludki zaryglowały w swojej chatce drzwi, zaciągnęły zasłonki i tyle je widziano.  A sennemu smokowi w czasie ziewania wpadła do paszczy równie śpiąca, a do tego mokra złota rybka i nie było mowy o jakimkolwiek zianiu ogniem.

— Dziwne te bajki  – odezwał się najstarszy z chłopców – Nigdy takich nie czytałem.

— Ani ja – potwierdziła jego młodsza siostra. – Może powinniśmy im trochę podokuczać, żeby przyszły do siebie?

Tego było książce za wiele. Zamknęła się z hukiem, wyrwała z rąk małych dręczycieli i wyfrunęła przez otwarte okno.

Chwilę szybowała pod ciemnymi niebem, w końcu wypatrzyła niewielką ulicę, po której wolno toczyło się małe auto. Ostatkiem sił opadła na jego dach.

Kierowca auta naturalnie usłyszał, że coś wylądowało mu nad głową, zjechał więc do krawężnika i wysiadł zobaczyć co się dzieje.

— Książki spadają z nieba zamiast gwiazd? – zdziwił się w pierwszej chwili i nawet zadarł do góry głowę, żeby sprawdzić, czy na jednej się skończy.

Niczego tam więcej nie dostrzegł, za to od razu zauważył, że książka z dachu musiała ostatnio sporo przejść.  Miała pogiętą okładkę, kilka stron było przedartych na pół i wisiało na ostatnich zawiasach, i w ogóle sprawiała wrażenie, jakby była chora i wyczerpana.

Kierowca auta był tatusiem pewnej małej dziewczynki i wiedział co nieco o książkach z bajkami. Nie zwlekając dłużej delikatnie zawinął ją w koc, schował za poły płaszcza i ruszył do domu.

Czym i jak dokładnie leczył książkę przez pół nocy, nigdy się nie dowiemy, ale następnego ranka książka wyglądała prawie jak nowa! Tydzień później tata podarował ją swojej córeczce na urodziny.

I tak kończy się bajka o baaardzo zmęczonej książce z bajkami, gdyż nasza bohaterka nigdy więcej nie miała powodów, by być zmęczona.

Córeczka pana kierowcy wiedziała, że książkom jak ludziom należy się szacunek i że lubią, jeśli się je traktuje poważnie. Dlatego delikatnie przewracała w niej kartki, a po czytaniu odkładała na półkę, żeby bajki mogły odpocząć. Żeby Baba Jaga nie musiała więcej leczyć bolesnych guzów, smok ział pięknym pomarańczowym ogniem, a krasnoludki miały siłę sprzątać bajkowy las wesoło przy tym śpiewając.

źródło: http://elizasmahoney.com/2013/10/05/bajka-o-zmeczonej-ksiazce-z-bajkami/

Genialne, prawda? :)


Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

To Cię zainteresuje: