sobota, 27 października 2018

Krótkie opowiadania o wielkich Polakach - Maria Skłodowska-Curie



Zapraszam na drugie opowiadanie z cyklu Krótkie opowiadania o wielkich Polakach. Ciężko jest być innym niż wszyscy, a jednocześnie spełniać swoje marzenia, często nawet wbrew przeciwnościom losu. Tym razem starałam się w dziecięcy sposób opisać historię Marii Skłodowskiej-Curie. 

Maria Skłodowska-Curie

Jakiś czas temu, żyła sobie bardzo dziwna dziewczynka. Bo większość dziewczynek jest do siebie dość podobna: lubią stroić się w sukienki, czesać sobie włosy, bawić się lalkami lub udawać mamusie. Marysię natomiast, bo tak ma na imię nasza bohaterka, wcale do tego nie ciągnęło, mimo że miała aż cztery siostry, a nawet średnio jej się z innymi dziewczynkami rozmawiało dlatego, że od zawsze zajmowało ją wyłącznie jedno - nauka. 

Można powiedzieć, że miłość do niej odziedziczyła po rodzicach - jej tata uczył fizyki i matematyki, a mama zarządzała szkołą tylko dla dziewcząt. Maria uczyła się tak świetnie, że z powodzeniem w wolnym czasie zajmowała się też uczeniem innych, którym nie szło tak dobrze jak jej. Nie myślcie sobie, że nauka w Polsce była w tamtych czasach łatwa! Polska znajdowała się wówczas pod kontrolą innego państwa - Rosji, a Polacy nie mogli głośno mówić ani pisać po polsku, bo inaczej czekałyby na nich straszne kary! Wyobrażacie to sobie? Spróbujcie przekazać teraz koledze lub koleżance, że bardzo boli was ząb, ale jednocześnie macie ochotę na czekoladę. Tylko pamiętajcie - nie po polsku! Trudne, prawda?

Marysia była jednak bardzo odważna i nauczała tyle dzieci, ile tylko mogła. Niestety na dziewczynkę spadły jak lawina okropnie smutne wydarzenia. Najpierw jej tata stracił pracę w szkole i nie miał pieniędzy, żeby utrzymać całą rodzinę. Potem bardzo zachorowała i umarła jej siostra Zosia, a dwa lata później zmarła też mama. Jedynym światełkiem w tym morzu rozpaczy były dla Marysi marzenia, szczególnie jedno - studiowanie na prawdziwym uniwersytecie (studia to taka szkoła po normalnej szkole, w której człowiek powinien uczyć się tego, czym będzie się zajmował jako dorosły). To wcale nie było takie proste, ponieważ w Polsce nie pozwalano studiować dziewczynom. Na szczęście we Francji, był pewien sławny uniwersytet - Sorbona, który nie miał nic przeciwko nauczaniu kobiet. Jednak, żeby rozpocząć na nim studia, trzeba było mieć bardzo dużo pieniędzy, a Maria i jej rodzina nie mieli ich zbyt wiele. Z pomocą Marysi przyszła jej starsza siostra Bronisława, która sama przed kilkoma laty wyjechała na wspomniany uniwersytet, aby zostać lekarzem. Tak właściwie to obie siostry pomogły sobie nawzajem, bo kiedy Marysia była jeszcze w Polsce, pracowała jako guwernantka (taka nauczycielka domowa), a zarobione pieniądze wysyłała Broni. 

W końcu największe marzenie dorosłej już Marii spełniło się, rozpoczęła studia na kierunku fizyka i szybko została doktorem fizyki czyli nauki, która pomaga poznawać świat i energię. Po jakimś czasie Maria poznała miłość swojego życia - Piotra Curie, który tak jak ona uwielbiał naukę. Tych dwoje po prostu musiało się spotkać! Maria i Piotr wzięli ślub i zostali rodzicami dwóch bardzo mądrych córek. Oprócz tego spędzali mnóstwo czasu na badaniach naukowych w laboratorium.

Czy zastanawiacie się czasem z czego zrobione jest wszystko, co nas otacza? Jeżeli tak i nic sensownego nie przyszło wam do głowy lub jeśli nie, to śpieszę z odpowiedzią, że cały świat a nawet kosmos tworzą atomy. Atomy są tak malutkie, że nie widać ich gołym okiem, ba są mniejsze nawet od bakterii, a na dodatek składają się z jeszcze mniejszych części! Atomy z kolei tworzą substancje, które nazywają się pierwiastkami. Trochę to trudne, prawda? Ale nie zdajecie sobie sprawy ile nazw pierwiastków już znacie! Tlen (oddychamy nim!), hel (ten gaz, którym wypełnia się balony, żeby latały), złoto (każda mama ma pewnie złoty łańcuszek), siarka (ten śmierdzący proszek na czubku zapałki)... To tylko kilka z nich. Wszystkie poznane pierwiastki pewien bardzo mądry człowiek o nazwisku Mendelejew zebrał na tablicy, którą nazwał tablicą Mendelejewa... Sprytnie, prawda? A dwa z nich polon (nazwany na cześć Polski) i rad odkryli właśnie Maria i jej mąż! No jednak Maria trochę bardziej je odkryła.

Rad był szczególnie interesujący, bo okazało się, że wytwarza promieniowanie. Promieniowanie jest wszędzie wokół, przenika nas nawet w tej chwili. Można porównać je do niewidzialnych fal. Promieniują telefony komórkowe i laptopy, kuchenki mikrofalowe, słońce, a nawet banany... no i odkryty przez Marię i Piotra rad. Dzięki wykorzystaniu radu powstała dziedzina nauki zwana radiologią, a lekarze zauważyli, że radioterapia, czyli metoda leczenia za pomocą promieniowania, zabija paskudną chorobę, jaką jest rak. 

Za wszystkie odkrycia i przysłużenie się nauce Maria otrzymała wiele nagród w tym dwie Nagrody Nobla, które są przyznawane najmądrzejszym ludziom z całego świata. Maria stała się bardzo sławna i wielu naukowców chciało z nią współpracować. 

Właśnie wtedy, kiedy wydawało się, że w życiu Marii wszystko się układa, wybuchła pierwsza wojna światowa. Czemu dokładnie i na czym polegała, dowiecie się później w szkole, bo jest to bardzo smutny i trudny temat dla dzieci. Powiem wam tylko tyle, że podczas tej wojny zginęło bardzo dużo ludzi i zrobiono bardzo dużo złych rzeczy. Tak czy inaczej, Maria nie mogąc walczyć na wojnie, postanowiła pomóc żołnierzom w inny sposób. Zdała sobie sprawę, że promieniowanie może pomóc zobaczyć, co dzieje się w środku ludzkiego ciała, szczególnie żołnierzy z ranami i złamaniami. Pomogła zbudować specjalne przenośne maszyny, rodzaj aparatów do robienia zdjęć z tym, że wnętrza człowieka, wykorzystujących promieniowanie rentgenowskie. Nawet obecnie, kiedy stanie się nam coś złego, mamy złamaną nogę albo rękę, lekarze robią nam zdjęcia rentgenowskie, żeby zobaczyć co dokładnie się zepsuło. Te zdjęcia są całkiem fajne, kości widać na nich na biało, mięśnie na szaro, a powietrze na czarno. Takie zdjęcie można potem zabrać do domu a lekarz w międzyczasie pomaga nam wyzdrowieć. 

Kiedy mąż Marii, Piotr zginął w wypadku, potrącił go powóz konny, bo wtedy jeszcze samochody nie były tak popularne, Maria ponownie musiała zmierzyć się ze śmiercią ukochanej osoby. Po jakimś czasie dostała tytuł profesora na uniwersytecie w Sorbonie; była pierwszą kobietą, która nim została. Ogólnie jako kobieta wiele razy zrobiła coś po raz pierwszy, co nie zawsze podobało się otaczającym ją mężczyznom. Na przykład jako jedna z pierwszych kobiet, zrobiła również prawo jazdy na samochody, które zaczęły wtedy wchodzić do użytku codziennego.

Wracając do promieniowania, okazało się, że może być bardzo niebezpieczne i oprócz leczenia, w nadmiarze powodować raka. Dzisiaj podczas pracy z promieniowaniem naukowcy i lekarze zachowują dużo więcej ostrożności. Niestety Maria nie miała tyle szczęścia. Zmarła na choroby wywołane przez jej eksperymenty i pracę nad przenośnymi aparatami rentgenowskimi. Niemniej Maria stała się wzorem dla wielu ludzi, którzy kontynuowali jej badania oraz dla wielu dziewczynek, które interesuje nie tylko zabawa lalkami. ;)

PS: podczas opowiadania ze względu na dużą ilość trudnych zagadnień, warto wspomóc się obrazkami, np. tablicy Mendelejewa, znakiem radioaktywności itd. 

piątek, 26 października 2018

Ślimak i pierogi


Pierogi są dla mnie polskim symbolem na świecie i kulinarnym skarbem narodowym. Wsłuchując się w świetną piosenkę Śpiewających Brzdąców...:


... zrobiłam taką oto ślimakową grę.



Jak grać?

Całość wystarczy pobrać, wydrukować i zalaminować, a następnie wyciąć pierogi. Dziecko rzuca kostką do gry i liczy na ile pierogów chęć ma ślimak oraz kładzie odpowiednią liczbę na talerz. Zamiast kostki można użyć kartoników z cyframi albo rozwiązywać zadania matematyczne z treścią. 


poniedziałek, 22 października 2018

Krótkie opowiadania o wielkich Polakach - Fryderyk Chopin


Z okazji zbliżającego się Święta Niepodległości, zapraszam Was na cykl opowiadań dla dzieci o ludziach, którzy uczynili Polskę wielką - wielkich Polakach.

Fryderyk Chopin

Ktoś, komu rodzice przy chrzcie dali na imię Fryderyk, niewątpliwie w przyszłości musiał zostać artystą. Podobno, kiedy się rodził, jego tata grał gdzieś w pobliżu na skrzypcach. A Fryderyk, o którym jest to opowiadanie, urodził się w miejscowości o dziwnej jak jego imię nazwie - Żelazowej Woli. Tata Fryderyka - to ten który grał na skrzypcach - wcale nie chciał takiej samej kariery dla swojego syna. Wymyślił, że Fryderyk od małego będzie grał na fortepianie. 

Mimo, że nauka na początku średnio się chłopcu podobała, wkrótce zaczął grać i tworzyć tak pieką muzykę, że jego nauczyciel - Wojciech Żywny - musiał zrezygnować z nauczania go! Ja mu się wcale nie dziwię. Dorosłym często jest głupio, kiedy dzieci potrafią coś lepiej od nich. 

W wieku 8 lat, Fryderyk po raz pierwszy wystąpił na koncercie fortepianowym przed dużą publicznością. Rodzice ciągle tłumaczyli mu, że na takie wydarzenia trzeba się bardzo elegancko ubrać. Kiedy po jego występie zachwycona widownia zaczęła bić brawo, malec pomyślał, że goście cieszą się z tego, że tak ładnie wygląda!

Fryderyk w szkole miał bardzo dużo kolegów. Wtedy nie było jeszcze telefonów, więc kiedy chcieli sobie coś przekazać, musieli pisać do siebie listy, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Chłopiec był bardzo miły i zabawny, ale czasem wpadały mu do głowy różne durne pomysły. Na przykład pewnego razu postanowił pojeździć na łyżwach po zamarzniętej rzece. Miał szczęście, że nic mu się nie stało!

Niestety Fryderyk od zawsze był bardzo chorowity, a kiedy tylko złapało go jakieś choróbsko, lekarze przystawiali mu do skóry pijawki, takie dziwne, oślizgłe stworzenia, które podobno miały wypijać chorą krew! Obrzydliwe. Nie wiem jak wy, ale ja to już wolę zastrzyki.

Po ukończeniu szkoły, Fryderyk trochę podróżował. Mieszkał w Wiedniu (mieście, w którym robią pyszny tort), a potem w Paryżu (to to miasto z wieżą Eiffela). Jeszcze podczas pobytu w Wiedniu dowiedział się, że w Polsce wybuchło powstanie listopadowe. Polski w tamtym czasie wcale nie było na mapach, bo pewne złe kraje chciały zagarnąć jej ziemie dla siebie. Polacy mieli dość życia z ludźmi, którzy nie szanują czyjejś wolności, więc powstali, czyli walczyli, żeby ich pokonać. Niestety przez ciągłe walki o wolność Polski i Polaków, Fryderyk już nigdy nie wrócił do kraju, chociaż bardzo tęsknił za swoją ojczyzną.

W międzyczasie ciągle grał na fortepianie, a jego utwory były jeszcze cudowniejsze niż przedtem. Może to dzięki temu, że tak bardzo tęsknił za Polską. Był coraz bardziej sławny... a jaki przystojny! Dzięki swojej sławie i urodzie umawiał się na randki z wieloma pięknymi damami, np. Delfiną (kolejne dziwne imię) Potocką, Marią Wodzińską i znaną francuską pisarką George Sand. Jednak z żadną nie udało mu się wziąć ślubu i przez to był pewnie trochę nieszczęśliwy.

Miał tylko 39 lat, kiedy zachorował na gruźlicę, czyli taką paskudną chorobę, która dosłownie zjadła mu płuca. Umarł w Paryżu i został pochowany na tamtejszym cmentarzu, ale jego serce przywieziono do Polski i pochowano w Warszawie.

Czy chcecie posłuchać wspaniałej muzyki, którą tworzył Fryderyk?

niedziela, 21 października 2018

Aktywności na Dzień Niepodległości wg Rady Dzieci i Młodzieży

źródło: Urząd Miejski w Świeciu

Nie tylko ja jestem zdania, że uczenie patriotyzmu dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym jest niezwykle trudne, a na dodatek w tym roku, w związku ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości, wypadałoby zorganizować coś naprawdę super.

Jako, że własna pomysłowość trochę mnie zawiodła, udałam się na poszukiwanie do źródła, a mianowicie na tematyczną stronę internetową MEN i muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym co na niej znalazłam.

Świadoma, że większość nauczycieli raczej unika zaglądania w takie miejsca, zapraszam Was na skrót tutaj, na blogu i moje naprawdę minimalne dodatki, aby ułatwić Wam zorganizowanie obchodów. 

Zaśpiewajmy hymn

Hymn Polski to absolutna podstawa! Jeżeli Wasze maluchy jeszcze go nie potrafią, warto zacząć naukę już teraz. Na początek wystarczy tylko jedna czy dwie zwrotki i oczywiście nauka odpowiedniej postawy. Mam nadzieję, że nie zabrzmi to bardzo źle, ale śpiewanie hymnu zachowując postawę na baczność, to dla dzieci świetna zabawa. 
Ministerstwo wychodzi do nas z kolei z bardzo fajnym zadaniem:


Warto zorganizować taką akcję w swojej placówce i udostępnić nagranie lub stream na żywo na stronach facebookowych, które większość posiada ze znacznikiem #RekordDlaNiepodleglej #DzienDlaNiepodleglej. Przed całym zdarzeniem koniecznie upewnijcie się czy rodzice wyrażają zgodę na publikację wizerunku dzieci oraz całą akcję.


Link do wydarzenia na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2106111399601837/

Jeden uśmiech więcej - jednoczymy Polaków

Zaopatrzcie dzieci w biało czerwone uśmiechnięte serduszka i zorganizujcie z dziećmi spacer po najbliższej okolicy. Zadaniem dzieci jest rozdawać obrazki mijanym przechodniom. 


Sadzimy "Dęby Niepodległości"

W mojej szkole był zwyczaj sadzenia różnych drzewek przez świeżo pasowanych pierwszoklasistów. Znajdźmy miejsce na podwórku lub boisku, poprośmy dyrekcję o sadzonkę i do dzieła! Taka akcja ma dodatkowy plus ekologiczny. 

Konkurs pieśni patriotycznych

Moje zdanie na temat takich konkursów moi czytelnicy dobrze znają. Po pierwsze: nie wsadzajmy w usta dzieci słów, których nie rozumieją i nie są świadomi ich wagi i historii! Piosenki dobrane do wieku najmłodszych znajdziecie w poście o piosenkach i wierszach patriotycznych, czyli jak uczyć dzieci patriotyzmu

Polonez dla "Niepodległej"

Nie wiem jak Wy, ale ja nie jestem dobra w nauce tańca kogokolwiek. Ale polonez jest bardzo łatwy do opanowania, a wśród dzieci nie musi wyglądać perfekcyjnie. 




Na pokaz można zaprosić rodziców ;)

Tablice "Kocham Polskę"

Akcja zakłada zrobienie sobie zdjęcia z tablicą z napisem #KochamPolskę a następnie udostępnienie go w social mediach. Tablicę znajdziecie poniżej:

Zamiast napisów i udostępniania, można wydrukować pojedynczo litery tworzące P-O-L-S-K-A i np. serduszko a następnie prosić dzieci, aby ustawiły się w taki sposób, żeby stworzyć nazwę naszego kraju. Kiedy to opanują, można je podzielić na drużyny i zrobić z tego zabawę na czas.

Życzenia dla "Niepodległej"

Ten pomysł uwiódł mnie najbardziej. Najpierw dzieci wykonują laurki dla Polski, może to być coś bardzo łatwego, np. pokolorowanie konturu kraju, narysowanie i wycięcie serduszka. Następnie wszystko umieszczamy w kapsule czasu, najlepiej w szczelnie zamkniętym dużym słoiku, którą zakopujemy np. w przedszkolnym ogródku z poleceniem, aby otworzyć ją za następne 100 lat. Uczniowie starszych klas mogą napisać za co kochają nasz kraj. 
Laurka do uzupełnienia do pobrania poniżej:

Zamiast wkładać laurki do kapsuły czasu, co wiem, że może być dla wielu z Was problematyczne, można zrobić wystawę prac dzieci. 

Marsz od Kościuszki do Piłsudskiego 

Takie ulice znajdują się prawie w każdym Polskim mieście i miasteczku. Jeżeli i Wy jesteście ich szczęśliwymi posiadaczami, Rada Dzieci i Młodzieży proponuje symboliczny marsz przypomnienia drogi do niepodległości. 

Powyższe pomysły nie są moje. Pochodzą ze strony: https://men.gov.pl/wp-content/uploads/2018/09/propozycje-dzialan-rdim.pdf

Zachęcam Was również do zajrzenia do poprzednich postów związanych z tematyką patriotyczną:

Materiały na Dzień Flagi

Piosenki i wiersze patriotyczne

Materiały na Święto Niepodległości

Nakarm jeża


Często, kiedy prowadzę zajęcia o jeżach i pytam o ich pożywienie, dzieci na pierwszym miejscu wymieniają jabłka. Poćwiczyć liczenie oraz o tym, że jeżom bliżej do jedzenia małych robaków niż jabłek, pomoże zapamiętać przygotowana przeze mnie gra. 


Co potrzebujemy?

- kostkę do gry lub kartoniki z cyframi
- planszę do pobrania poniżej:


Wszystko drukujemy i laminujemy. Zadaniem dziecka jest rzucać kostką i położyć jeżykowi na talerzu tyle robaków, ile wypadło oczek. Można również prosić dziecko, aby wykonywało proste obliczenia, np. dodawanie ile robaków będzie na talerzu, kiedy wypadnie dana liczba, ile zostanie, kiedy się tyle i tyle zabierze. 




Zdjęcia: pani Edyta Białous

sobota, 20 października 2018

Zmierz leśne zwierzęta


Do zaprezentowanej gry możecie użyć linijki dołączonej w pliku lub takiej prawdziwej. Materiał zawiera 10 kart z różnymi zwierzakami leśnymi: niedźwiedziem, ptaszkiem no name, sarenką, lisem, sową, zającem, szopem, skunksem, wężem i wiewiórką. 

Dziecko ma za zadanie zmierzyć wszystkie zwierzęta. Dla ułatwienia zrobiłam linie, na których powinny znaleźć się początek i koniec mierzenia.

Wynik należy oczywiście podać w przybliżeniu.

Grę pobierzecie tutaj:


środa, 17 października 2018

Wiewiórkowe szlaczki do pobrania


Wiewiórki to pocieszne i bardzo lubiane przez dzieci gryzonie. Dzisiaj pomogą nam poćwiczyć małe rączki, czyli małą motorykę. Materiał zawiera 14 kart z różnymi szlaczkami, od bardzo łatwych po dość trudne. Może posłużyć jednorazowo jako karty pracy lub poprzez zalaminowanie do wielokrotnego użytku za pomocą mazaka suchościeralnego.

Wiewiórkowe szlaczki pobierzecie poniżej:


niedziela, 14 października 2018

Za co kocham być nauczycielem w przedszkolu?



Dzisiaj obchodzimy w Polsce Dzień Edukacji Narodowej, zwany potocznie Dniem Nauczyciela. Dużo można powiedzieć o wadach bycia nauczycielem: o ogromnej odpowiedzialności, górze zbędnej papierologii, niedocenianiu, zarywaniu nocy, upadku autorytetu, braku szacunku ze strony dużej części uczniów i rodziców, sporych wydatkach i jednocześnie niskiej pensji, ale dzisiaj chciałabym się skupić na tym, dlaczego kocham to, co robię i mimo, że nie lubię wzniosłych tekstów typu: Jestem nauczycielem, zmieniam świat, to trochę wzniosłości pewnie chcąc nie chcąc się tu znajdzie.

Za co kocham być nauczycielem w przedszkolu?

  • Codziennie uczę się poznawać świat na nowo
Dlaczego liście zmieniają kolor? Dlaczego woda w morzu faluje? Dlaczego muchomory są czerwone? To malutka część pytań, które słyszę od dzieci każdego dnia. Wiele z nich zmusza mnie do zastanowienia się nad tym, co mogłoby wydawać się oczywiste i odbycia wędrówki w nieużywane zakamarki wiedzy. Przygotowywanie zajęć sprawia, że zastanawiam się nad tym, nad czym wiele osób nigdy nie zaprzątało sobie głowy. Jednocześnie poprzez wymyślanie odpowiedzi na pytania, codziennie uczę się czegoś nowego i poszerzam wiedzę.

  • Staję się lepszym człowiekiem
Praca z dziećmi, od których wymaga się określonych zachowań i których tych zachowań się naucza, wymaga, żebym sama zachowywała się tak samo i była dla nich przykładem. Każdego dnia zastanawiam się nad sobą i nad tym, co jeszcze mogę zmienić i udoskonalić, nad czym muszę popracować.

  • Uczę się kochać
Dzieci, jak zawsze podkreślam, są różne. Jedne wzbudzają w nas sympatię od pierwszego wejrzenia, inne wystawiają naszą cierpliwość na próbę przez dłuuugi czas ;). W każdym przypadku, żeby skutecznie pracować ze wszystkimi rodzajami małych ludzi, trzeba ich pokochać i zaakceptować takimi, jakimi są. Jednocześnie, zanim zaczęłam pracę z dziećmi, nigdy nie przypuszczałam, że można tak przywiązać się do dzieci, które nie są przecież moimi własnymi.

  • Rozwijam w sobie kreatywność
Kreatywność to obecnie wszechobecne słowo i moim zdaniem trochę nadużywane, ale jednak niesamowicie adekwatne w pracy nauczyciela. Stojąc przed jakimś problemem czy to dydaktycznym, czy to wychowawczym, muszę wysilić szare komórki, które czasem przynoszą mi naprawdę wspaniałe rozwiązania i pomysły.

  • Współtworzę jutro
Mam wpływ na podejście do świata całej rzeszy młodych ludzi, którzy są przecież naszą przyszłością. Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Staram się wychowywać i uczyć ich szacunku, zaradności, przyjaźni, współczucia, troski, empatii, rozwijam zainteresowania, podsuwam nowe. Marzę, że kiedy pójdą do szkoły, będą świetną młodzieżą otwartą na problemy naszej planety i gotową im przeciwdziałać. Ktoś może powiedzieć, że w przedszkolu dzieci się tylko bawią, że prawdziwa nauka będzie miała miejsce w szkole i na studiach, a praktyka w życiu. Oczywiście, jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, ale jednak to już w wieku przedszkolnym, kształtują się zalążki osobowości i zainteresowań, pierwszą wiedzę zdobywamy właśnie w tym okresie, potem już ją "tylko" rozwijamy.

  • Mam satysfakcję z efektów mojej pracy
Uwielbiam, gdy po kilku miesiącach zniechęcenia, prób i ćwiczeń np. poprawnego trzymania ołówka, dziecko nareszcie przychodzi do mnie i pokazuje" "Proszę pani już umiem!". Odczuwam też wielką satysfakcję, gdy mimo nostalgii widzę, jakimi wspaniałymi starszakami stają się moje maluchy. 

  • Wśród dzieci mogę być naprawdę sobą
Ludzie dorośli ciągle w coś grają, chcą się pokazać, udowodnić jakieś racje. Dzieci natomiast są szczere i prawdziwe. Kiedy coś im się nie podoba, zaczynają płakać, kiedy są szczęśliwe, skaczą z radości. Wolę spędzać czas w towarzystwie dzieci niż dorosłych, bo wśród nich nikt nie osądza za to, kim się jest. Dzieci potrafią docenić drugiego człowieka tak jak nikt inny...

  • Ubóstwiam dzieci
Są urocze, zabawne, śmieszne, zapewniają mi całą gamę emocji i wyzwań. Uczę się od nich, a one uczą się ode mnie. 


I właśnie m.in. za to kocham być nauczycielem w przedszkolu i przynajmniej póki co, nie zamieniłabym tej pracy na inny zawód :)

środa, 10 października 2018

Umyj zęby! Gra matematyczna do pobrania

W grze Umyj zęby zadaniem dziecka jest policzenie zarazków, które skolonizowały zęby, a następnie wybranie odpowiedniej cyfry za pomocą szczoteczki przymocowanej do klamerki :)


W pliku znajdziecie:

- szczoteczkę
- 10 kart z liczbami od 1-10

Wszystko pobierzecie poniżej:


wtorek, 9 października 2018

Zdrowe i niezdrowe jedzenie dla zębów


U mnie w tym tygodniu tematy związane z higieną, więc zapragnęłam zrobić sobie kilka nowych pomocy szczególnie dotyczących dbania o jamę ustną.

W pliku znajdziecie 2 plansze zębów, jednego ze smutną miną, drugiego z wesołą plus dwie plansze z jedzeniem do wycięcia. Dziecko musi posegregować jedzenie na takie, które będzie dla zębów zdrowe oraz na takie, które im szkodzi.




Wszystko pobierzecie klikając w link:

sobota, 6 października 2018

Fryzjer


Byłam ostatnio w Pepco szukając ciekawych pomocy do zajęć i moją uwagę przykuły bardzo tanie spineczki do włosów. Tak też narodził się pomysł stworzenia zabawy w fryzjera na podobieństwo czegoś, co kiedyś widziałam na jednej ze stron bodajże w języku francuskim :)

Do wykonania gry potrzebujemy:

- spinek
- 10 drucików kreatywnych
- taśmy dwustronnej albo kleju na gorąco
- kawałka tektury
- modelu twarzy i cyfr do pobrania poniżej:


Materiały należy pobrać, wydrukować, zalaminować i wyciąć, twarz najlepiej wcześniej nakleić na tekturkę. Dzielimy druciki na pół i do każdego przyklejamy cyferkę. Na koniec przyczepiamy druciki rosnąco po obu stronach twarzy. 

Zadaniem dziecka jest przypiąć odpowiednią liczbę spineczek do warkoczyka/pasemka włosów, tak więc oprócz utrwalania sobie cyfr i liczb, maluch ćwiczy dodatkowo motorykę małą. U mnie największą furorę zabawa zrobiła o dziwo wśród chłopców 😄.

Kolorowe listki - gra matematyczna do pobrania


Dzisiaj mam dla Was jesienną grę matematyczną, którą możecie wykorzystać w połączeniu ze znaną piosenką "Kolorowe listki", autorstwa K. i D. Jagiełłów. 


W pliku znajdziecie 11 planszy z drzewami, dziesięć z cyframi od 1 do 10 oraz jedną na wpisanie dowolnej liczby oraz zestaw listków. Listki należy wyciąć, całość najlepiej zalaminować. Zadaniem dziecka jest wybrać jedną z planszy i położyć na drzewku odpowiednią liczbę listków. 


Zamiast listków ode mnie, możecie wykorzystać prawdziwe albo poprosić dziecko o ich dorysowanie, namalowanie czy zrobienie z plasteliny.

Kolorowe listki pobierzecie klikając w link poniżej:


"Pułapka nadopiekuńczości", czyli przestańmy starać się za bardzo!


Często możemy natknąć się na obrazki z lat 70., 80 i wczesnych 90. z umorusanymi dziećmi robiącymi bazy w piaskownicach, biegającymi po wysoce podejrzanych miejscach z kijami, czy siedzącymi z liśćmi udającymi pieniądze z dopiskiem "Kiedyś było lepiej". Obecnie nie do pomyślenia jest zostawić dzieci bez nadzoru i pozwolić im na swobodną zabawę dalej niż na placu zabaw, który możemy spokojnie obserwować z okna lub z balkonu. Jeszcze 20 lat temu nikt nie przejmował się, że jego 4-letnie dziecko nie umie poprawnie chwycić ołówka i nikt nie myślał o zapisywaniu masy 3-latków na rozwijające ich potencjał zajęcia dodatkowe. W przedszkolach przebywały dzieci, których rodzice musieli pracować i naprawdę nie mieli z kim zostawić swoich pociech w domu, a studia były dla osób z najlepszą średnią na roku. Nie było telefonów komórkowych z GPS pokazujących lokalizację, nie było Facebooka, Instagrama i Snapchata. Nosiło się wtedy zegarki i używało telefonów stacjonarnych. Kiedy chcieliśmy się spotkać po szkole, mówiliśmy po prostu: "O 17.00 w połowie drogi!" a mama do nas: "Tylko wróć o normalnej porze". Nikt nie pytał gdzie jest środek wspomnianej drogi ani jaka pora uchodzi za normalną.

Wyobrażacie sobie taki świat? A może należycie jeszcze do pokolenia, które w nim żyło?

Współcześni rodzice są zmęczeni. Ambitni. Przerażeni. Ich domy przypominają wystawy z Home and You i Ikei, jedzenie musi być bio i eko, a dzieci coraz szybciej wdraża się w wyścig szczurów, by później wychować ich na całkowicie niesamodzielnych i nieporadnych dorosłych. O tym wszystkim i o lęku ukrytym pod dzisiejszym rodzicielstwem opowiada książka "Pułapka nadopiekuńczości. Czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom starając się za bardzo?" Julie Lythcott-Haims, którą otrzymałam dzięki niezwykłej uprzejmości od wydawnictwa Dobra Literatura


"Wzdrygamy się na samą myśl o krzywdzie, która mogłaby spotkać nasze dzieci. I owszem, naszym zadaniem jako rodziców jest dbanie o ich bezpieczeństwo. Powinniśmy jednak przejrzeć na oczy i zobaczyć, że przez nadmierną czujność trzymamy je pod kloszem, odgradzając od swobody, na którą zasługują, a która przygotowałaby je do prawdziwego życia."

Autorka, dziekan pierwszego roku i przez dziesięć lat doradca studentów na amerykańskim Uniwersytecie Stanforda, w sposób dobitny pokazuje współczesnym rodzicom cechy nadmiernego zaangażowania i bycia nadopiekuńczym w stosunku do dzieci: przesadne dbanie o bezpieczeństwo i niedopuszczenie do nauki radzenia sobie z mniej przyjemnymi emocjami, ogrom zajęć edukacyjnych i rzekomo rozwijających ze znikającym gdzieś pomiędzy autorytetem nauczycieli, z całkowitym pominięciem zadecydowania o swoich pasjach samych zainteresowanych, wyręczanie od najmłodszych lat we wszystkim, zaczynając od czynności samoobsługowych, a kończąc na załatwianiu spraw za młodych dorosłych, które powinni umieć rozwiązywać sami.

Jeżeli choć trochę utożsamiacie się z powyższymi wykładniami nadopiekuńczości, to może być znak, że należycie do niechwalebnego grona helikopterowych rodziców, czyli krążących nad dzieckiem: "(...) w sposób sprzeczny z zasadą odpowiedzialności za przygotowanie dziecka do bycia samodzielnym"

Lythcott-Haims wskazuje również skutki takiego modelu wychowania: brak podstawowych umiejętności życiowych, uzależnienie od stymulantów, zmniejszenie potencjału zawodowego, bierność, bycie na utrzymaniu rodziców, stres czy wreszcie nawet problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym, takie jak depresja, nerwica, odczuwanie ciągłej presji do bycia doskonałym, kompleksy, nieudane związki. 

Oprócz krytyki, w książce znajdziemy też cenne rady, jak ustrzec się przed helikopterowym rodzicielstwem i jak wprowadzić je w życie.


W publikacji pisarka zawarła także ciekawe propozycje treningów wychowawczych m.in. próbny zestaw umiejętności życiowych, które dziecko musi nabyć, praktyczne wskazówki jak nauczyć dziecko samodzielnego myślenia czy zestaw refleksji do budowania odporności emocjonalnej u dzieci. 

Książkę polecam szczególnie rodzicom, ale także nauczycielom i wszystkim osobom, które w jakiś sposób zajmują się wychowywaniem dzieci; sama znalazłam w niej wiele wskazówek do pracy wychowawczej i mam nadzieję, że dzięki lekturze uniknę wielu radykalnych błędów, których wcześniej nie byłam świadoma. 

środa, 3 października 2018

Medale Przyjaciel Zwierząt do druku


4 października swoje zasłużone święto obchodzą nasi towarzysze na tej planecie - zwierzęta. Z tej okazji przygotowałam dla dzieci medale Przyjaciela Zwierząt. 

Pobierzecie je klikając w link poniżej; w pliku znajdziecie 9 medali z różnymi zwierzakami.