czwartek, 10 czerwca 2021

Rysuję i zgaduję. Czytanie sylabowe Kapitan Nauka - recenzja




Umiejętność czytania to jedna z elementarnych umiejętności. Opanowanie jej wcale nie musi być nudne i przysparzać problemów, wystarczy zachęcać do nauki czytania w atrakcyjny dla dziecka sposób. Jednym z takich sposobów jest gra Rysuję i zgaduję. Czytanie sylabowe od wydawnictwa Kapitan Nauka. 


Twórczynią gry jest ponownie Monika Sobkowiak, osoba, której nazwisko zna każdy nauczyciel wychowania przedszkolnego, autorka bloga Pani Monia. Autorem ilustracji absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, pan Krzysztof Stręcioch. W pudełku znajdziemy:

- 60 zadań na kartach
- 40 zadań w dedykowanej książeczce z załączonym poradnikiem nauki czytania w pigułce
- mazak suchościeralny




Zanim zaczniecie przygodę z grą, zachęcam do zajrzenia do dołączonej książki, która na kilku stronach zawiera niezwykle cenne rady dla dorosłych :) Dowiecie się z niej jakie błędy popełniają dorośli ucząc czytać dzieci, jak takich błędów nie popełniać oraz poznacie ważne wyznaczniki gotowości do podjęcia nauki czytania. Na końcu znajdziecie krótki opis metody sylabowej.


Sylabowa metoda nauki czytania święci od kilku lat prawdziwe triumfy. Jest intuicyjna, zachęca dziecko do pokonywania wyzwań, bo stopniuje się w niej stopień trudności i pomaga tym dzieciom, dla których czytanie wydaje się być nie do okiełznania.



Podobnie sytuacja ma się z grą Rysuję i zgaduję. Czytanie sylabowe - na kartach suchościeralnych znajdziemy najpierw zadania o bardzo niskim stopniu trudności, następnie przejdziemy do trudniejszych. Karty są dwustronne, nie martwcie się również o ostre rogi - Kapitan Nauka zawsze dba o zaokrąglenia. Niezaprzeczalną zaletą takiego doboru elementu jest także to, że dziecko może się mylić, a następnie błędy wymazać suchą ściereczką.




Z kolei po książeczkę moim zdaniem należy sięgnąć, kiedy dziecko opanuje już wszystkie zadania z kart. Jako nauczycielka, która nieustannie szuka nowych zadań, żeby zaspokoić ambicje dzieci, na pewno zadania z książeczki będę też kserować i wręczać do pracy przy stolikach :)



Jakie rodzaje zadań znajdziemy w grze?

Rebusy, zagadki logiczne, plątaninki, wykreślanki - czyli zadania, które sprawiają najwięcej frajdy przy ich wykonywaniu. Wszystkie te zadania pobudzają różne struktury poznawcze mózgu i doskonale pomagają w usystematyzowaniu wiedzy.



Gra na pewno będzie ciekawym urozmaiceniem i śmiało można ją wrzucić do folderu z napisem gry i zabawy wspomagające naukę czytania. Dedykowana dla dzieci dopiero od 5 do 8 roku życia, ale jeśli Wasze dzieci są młodsze i wyrażają zainteresowanie czytaniem, to droga wolna. Polecam! 



sobota, 5 czerwca 2021

Ninja w baletkach Elżbieta Ksepka-Solawa - recenzja




W balecie jest coś fascynującego. Może dlatego, że pod całym pięknem, które ukazuje się oczom widza, ukrywa się precyzja i cała masa wyrzeczeń? Osobiście (przyznaję się bez bicia) o balecie wiem niewiele. Jedynie to, co podejrzałam w filmach i serialach, tudzież wyczytałam w pobieżnych artykułach, więc kiedy otrzymałam książkę "Ninja w baletkach" skierowaną do najmłodszych, szczerze ucieszyłam się z możliwości zerknięcia za kulisy baletowej sztuki oczami dziecka. 


Książka "Ninja w baletkach" to debiut pisarski Elżbiety Ksepki-Solawy. Opowiada o trójce różnych od siebie, wpasowujących się pod mianownik outsiderów, dzieci. "W gorącej wodzie kąpany" można by rzec Wojtek, nieustannie popada w tarapaty. Remedium na to ma być nauka baletu, czym jak możecie się domyślać, chłopiec nie jest zachwycony. Zuzię właściwie wychowuje babcia, ponieważ mama pracuje za granicą, a taty już nigdy nie zobaczy. Nielubiana i wyśmiewana przez rówieśników, obserwuje tancerzy przez wielkie okno, zupełnie nieświadoma, że wkrótce los się do niej uśmiechnie i sama stanie się jedną z nich. Rozalia, postrzegana jako kujonka, dla której założycielka szkoły baletowej to przybrana ciocia-babcia, cierpliwie chodzi na karate, pomimo marzeń o balecie, a to wszystko przez to, że nie chce zawieść taty... 


Na łamach powieści poznajemy również dorosłych, drugoplanowe postaci świata wykreowanego przez autorkę: rodziców i brata Wojtka, babcię Zuzi i rzecz jasna panią Adelajdę - Czarownicę, jak nazywa ją tata Wojtka (i całkiem słusznie, bo naprawdę magicznie odmieniła losy trójki młodych bohaterów). 


"Ninję w baletkach" czyta się bardzo szybko. W przygodach Zuzi, Rozalii i Wojtka każdy wyrzutek, ale również zwyczajny nastolatek, znajdzie echo własnych problemów. Narracja prowadzona w formie monologów powyższej trójki, sprawia, że natychmiastowo pogrążamy się w akcji. Świetne jest również pokazanie tych samych wydarzeń z perspektywy każdej z postaci, na ich własny sposób. 


Książka tryska ciepłem i humorem. Dużo zdań jest zwieńczonych wielokropkami, które dają pewną swobodę samodzielnego dodania treści przez czytelnika do całej historii. 


Opisując powieść, nie można zapomnieć o balecie, który jest niewidzialnym bohaterem spajającym wszystkie wątki, pełniącym rolę swoistej terapii, wspomagającym rozwój naszych nastolatków. A taka pani Adelajda to marzenie każdego niezrouzmianego przez otoczenie dziecka - tancerka, nauczycielka, przyjaciółka i psycholog w jednym.



Czytając te książkę, nieodparcie przychodziła mi na myśl narracja Lisy z "Dzieci z Bullerbyn". Podobne jak podczas lektury szwedzkiej książki, miałam równie przyjemne odczucia wertując strony i podobny uśmiech w duszy, kiedy skończyłam czytać.


"Ninja w baletkach" to moim zdaniem bardzo udany debiut. Książka mnie wzruszyła, rozbawiła oraz czegoś nauczyła, a te trzy aspekty zawsze muszą znaleźć się w rzeczach, które określam mianem dobrych. Czekam na kolejne książki pani Elżbiety. Gorąco polecam!