Wielkie przygody jedzonka. Z buzi do żołądka (i dalej) Róża Hajkuś - recenzja
Co właściwie dzieje się z kanapką, kiedy znika w naszej buzi? „Wielkie przygody jedzonka. Z buzi do żołądka (i dalej)” Róży Hajkuś zabierają dzieci w niezwykłą, zabawną i całkiem konkretną podróż przez układ pokarmowy. A o tym, jak interesująca dla małego odbiorcy jest to książka, świadczy, jak trudno było mi ją zabrać mojemu dziecku, żeby chociażby zrobić zdjęcie do tej recenzji.
Kociokanapka rusza w podróż przez układ pokarmowy
Poznajcie przesłodką Kociokanapkę, naszą przewodniczkę po tajnikach układu pokarmowego. Kanapeczka przemierza trasę od talerza do... no, nieco mniej uroczego końca wszystkiego, co zjadamy, i przy okazji malowniczo opowiada o tym, co dzieje się z jedzeniem trafiającym do ust.
I nie jest to przy tym książka, która ślizga się po temacie. Kociokanapka razem z Tosią zabiera dzieci w podróż przez kolejne części przewodu pokarmowego - od jamy ustnej, przez gardło, przełyk i żołądek, aż po jelita. Dziecko dowiaduje się nie tylko, którędy właściwie wędruje obiad, ale też po co organizm robi z nim po drodze te wszystkie przedziwne rzeczy.
Podróż jedzenia przez układ pokarmowy, wyjaśnienia dotyczące trawienia, prawdziwe nazwy narządów i procesów zachodzących w organizmie, mnóstwo humoru, kolorowe ilustracje, a na końcu także kolorowanki.
Autorka w przystępny sposób operuje trudnym słownictwem, wplatając je w narrację spotykanych bohaterów, co sprawia, że nawet takie słowa jak „amylaza” dosłownie wpadają dziecku do głowy.
To zresztą książka popularnonaukowa dla dzieci, a nie tylko opowiadanie z anatomią gdzieś w tle. Dziecko poznaje prawdziwe procesy zachodzące w organizmie, ale robi to przy okazji śledzenia przygód bohaterów.
Anatomia, która nie wygląda jak lekcja anatomii
Ogromną robotę robią również ilustracje Pawła Gierlińskiego. Narządy i procesy, które na schemacie anatomicznym mogłyby czterolatkowi czy pięciolatkowi powiedzieć mniej więcej tyle, co instrukcja obsługi pralki, tutaj stają się częścią opowieści.
Jest kolorowo, zabawnie i momentami absurdalnie - dokładnie tyle, ile trzeba, żeby dziecko chciało oglądać kolejną stronę.
A potem pojawia się... kupa
Oczywiście, jak większość rodziców może się domyślać, najwięcej uwagi wzbudziła część o jelicie grubym i o... kupie.
Chyba jeszcze nigdy w życiu nie rozmawiałam tyle o Bristolskiej Skali Stolca. Codziennie. Od dwóch tygodni. I nie sądzę, żebym akurat za tym konkretnym aspektem wkrótce zatęskniła, ale skoro dziecko po przeczytaniu książki zaczyna obserwować własny organizm, zadawać pytania i z własnej inicjatywy wracać do zdobytej wiedzy, to edukacyjnie trudno o lepszą rekomendację.
Jest jeszcze niespodzianka na końcu
Kolejnym smaczkiem są kolorowanki na końcu książki, których absolutnie jej nowy właściciel nie pozwala dotknąć kredką...
„Wielkie przygody jedzonka. Z buzi do żołądka (i dalej)” mają 104 strony, ale dzięki dużej liczbie ilustracji, humorowi i prowadzeniu całej opowieści jako jednej podróży nie ma się poczucia obcowania ze 104-stronicową książką o fizjologii trawienia.
Serdecznie polecam.
Dzieciom ciekawym własnego ciała, małym miłośnikom książek popularnonaukowych oraz wszystkim, którzy znajdują się właśnie na etapie pytań: „A gdzie trafia jedzenie?”, „Co robi żołądek?”, „Po co są jelita?” i - nie oszukujmy się - „Jak powstaje kupa?”.




Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję, że jesteś! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)