środa, 3 maja 2017

Dlaczego nie wykonywać prac plastycznych za dzieci?

Na zdjęciu Pan Śliwka udzielający ślubu moim Papugom, których świadkami są Pan i Pani Truskawka. 

Cześć! Jak pewnie wielu z Was, ja również szukam inspiracji na prezenty i laurki dla rodziców. Od dwóch tygodni przeszukuję internet i szczerze nie znalazłam jeszcze nic takiego "wow", co dzieci mogłyby wykonać samodzielnie. Widzę natomiast mnóstwo wspaniałych prac, w których pokaz swoich plastyczno-technicznych zdolności dają sami nauczyciele. Kiedy natomiast wpada mi w oko coś co widać, że zrobiły dzieci, te dziecięce prace, w które dzieci włożyły z pewnością wszystkie swoje umiejętności i serduszka... wyglądają po prostu blado. I to jest smutne.


Dlaczego nauczyciele wykonują prace za dzieci?

Z oczywistego względu - żeby było ładnie. Bo praca wykonana przez osobę dorosłą, choćby nie miała uzdolnień plastycznych, obiektywnie zawsze będzie wyglądała ładniej niż taka zrobiona przez dziecko. Często takie prace mają być również wizytówką placówki. Praca wykonana w taki sposób, jakby zajmował się nią hiper utalentowany artysta DIY, świadczy o tym, że przedszkole się stara, że nauczyciel się stara, że jest w nim dobrze, że jest w nim "tak jakby luksusowo" 😉. Co zapewne niekoniecznie zawsze pokrywa się z prawdą.

Jaki jest sens wykonywania czegoś za dzieci?

Czego nie rozumiem w tym wszystkim, to sensu wykonywania prac plastycznych za dzieci. Podejdę do tego trochę przekornie. Po pierwsze takie prace muszą być wykonywane w czasie wolnym, co już wydaje mi się zbytnią nadgorliwością. Kiedy zdarza mi się chwila względnej ciszy i możliwości odpoczynku w pracy, to z niej skwapliwie korzystam. Przecież w przedszkolu czy żłobku jest zawsze tyle do zrobienia! Takie chwile są na wagę złota, bo mówiąc wprost - bez nich można się normalnie zajechać.

Po drugie - nawet z podstawy programowej wynika, że dzieci podczas uczęszczania do przedszkola mają opanować zdolność wypowiadania się w różnych technikach plastycznych i przy użyciu elementarnych środków wyrazu (takich jak kształt i barwa) w postaci prostych kompozycji i form konstrukcyjnych. Niech ktoś oświecony mi wytłumaczy JAK mają to zrobić, skoro ktoś to robi za nie?

Kwestia odbiorców prac

Znam niestety takie osoby, które kiedy dziecko wręcza im swoją pracę, mówią coś w stylu: "Pies na zielono? Psy nie są przecież zielone. I czemu tak wyjechałeś za linię"? I może zabrzmię nieprofesjonalnie i "niepedagogicznie", ale mam ochotę takiemu delikwentowi poradzić, żeby puknął się w głowę. Sama czasem przez takie zewsząd słyszane naleciałości, łapię się na tym, że mówię do jakiegoś dziecka: "Wszystko super! Ale wiesz, w prawdziwym życiu trawa jest zielona a nie pomarańczowa", co mnie strasznie wkurza. No ludzie! Dziecko ma prawo pokolorować psa na zielono, a nawet słońce na czarno. Ma prawo narysować kwiatek, który bardziej niż kwiatek przypomina słonia. Ma również prawo wyjeżdżać za linię, bo jest jeszcze dzieckiem. Myślę, że rodzice-krytykanci cieszą się z pracy, w której widać ogromy wkład nauczyciela, ale z moich obserwacji wynika, że na szczęście są w mniejszości i większość rodziców cieszy się, kiedy ich pociecha zrobiła coś niedoskonale, krzywo, brudno, ale samodzielnie. Bo to właśnie ma prawdziwą wartość, a nie dopieszczona praca nauczyciela.

Nie dajmy się jednak zwariować

Jako, że w Polsce edukacja plastyczna (i ogólnie praca w większości placówek edukacyjnych) wygląda tak a nie inaczej, to oczywiście należy wykonywać tematyczne prace plastyczne, żeby dzieciakom pokazać różne ich formy i możliwości wykonywania. Nie jestem za tym, żeby dzieciom za każdym razem, kiedy chcemy coś plastycznego zrobić, rzucić na stół farby, plastelinę, bibułę, druciki kreatywne i powiedzieć: "róbta co chceta", ale często popołudniu daję im zwykły klej, kredki i nożyczki i pozwalam puścić wodze fantazji. Lubię też pewne ułatwienia w pracy, jeżeli coś rośnie do rangi problemu i zabiera mi czas, który spokojnie można przeznaczyć na coś innego (tu link do posta o gąbkach z klejem). Często daję dzieciom szablony i ogłaszam, że teraz robimy to, to i to. Często też pomagam, kiedy ktoś mnie o pomoc poprosi, ale tylko pod warunkiem, że spróbował sam kilka razy i za każdym razem nie wyszło. Sama wykonuje dekoracje, dzieci mi nie pomagają, bo mam jakąś ich wizję i chcę ją wprowadzić w życie, a umówmy się, że nie dogadam się na ten temat z 25 maluchów. Ale za absolutny bezsens i stratę czasu uważam wykonywanie prac plastycznych za dzieci.

Do zobaczenia!

1 komentarz:

  1. Zgadzam się z każdym słowem. Mój tok myślenia jest dokładnie taki sam. Czy potem w wynikach obserwacji a nie daj Boże diagnozy zapiszę wyniki swoich umiejętności czy umiejętności i postaw dzieci? A to wtedy będzie szok dla nieświadomego rodzica. Oczywiście w druga strone to też działa. Rodzic wmawiający nauczycielowi, że dziecko coś samo zrobiło a na pierwszy rzut oka widać, że to ktoś dorosły. Dziękuje więc za ten post i mam nadzieję, że wielu da do myślenia.

    OdpowiedzUsuń

To Cię zainteresuje: