TRYB JASNY/CIEMNY

Dziecko w przedszkolu bawi się samo. Kiedy to etap, a kiedy warto porozmawiać z rodzicami

Dziecko w przedszkolu bawi się samo. Kiedy to etap, a kiedy warto porozmawiać z rodzicami


Na dywanie gwar, budowa wieży, sklep z klocków, a jedno dziecko układa puzzle w kącie i nie podnosi głowy. Każda nauczycielka zna ten obraz. Zwykle nie ma w nim nic niepokojącego. Czasem jednak warto przyjrzeć się bliżej i spokojnie porozmawiać z rodzicami.

Zabawa obok to też zabawa

Małe dzieci nie od razu bawią się razem. Najpierw bawią się same, potem obok siebie: każde ma swoje auto i swój garaż, zerkają na siebie, czasem coś sobie podadzą. W psychologii rozwojowej ten etap nazywa się zabawą równoległą. Opisała go już w latach trzydziestych Mildred Parten i ten opis do dziś pomaga zrozumieć, co dzieje się na sali.

U trzylatka zabawa obok innych dzieci jest jeszcze w normie. Wspólne zabawy z podziałem ról, zasadami i czekaniem na kolej przychodzą stopniowo, zwykle w ciągu kolejnego roku. Dlatego samo to, że dziecko często bawi się samo, nie jest sygnałem ostrzegawczym. Liczy się to, jak wygląda reszta jego dnia.

Dzieci, które potrzebują więcej czasu

Część dzieci od maleńkości ostrożniej podchodzi do nowych ludzi i sytuacji. Najpierw obserwują, dopiero potem dołączają. Badacze nazywają to zahamowaniem behawioralnym i szacują, że dotyczy ono około 15–20% małych dzieci. U ponad połowy z nich nie rozwija się później żaden problem z lękiem. Takie dziecko zwykle potrzebuje po prostu czasu i bezpiecznego wejścia do grupy: jednej znajomej osoby, stałego miejsca, zabawy, w której nie musi od razu mówić.

Na co zwrócić uwagę

Warto porozmawiać z rodzicami, gdy obraz nie zmienia się przez kilka tygodni, a do samotnej zabawy dochodzi coś więcej, na przykład:

  • dziecko unika innych dzieci także wtedy, gdy samo chce się bawić, a nie umie dołączyć,

  • wycofuje się z zabaw, które wcześniej lubiło, albo traci umiejętności, które już miało,

  • w przedszkolu prawie się nie odzywa, choć rodzice mówią, że w domu mówi swobodnie,

  • często reaguje płaczem, złością albo bierze rzeczy siłą, zamiast poprosić,

  • niepokoi coś jeszcze, czego trudno nazwać, ale co powtarza się dzień po dniu.

Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) zachęca, żeby w takich sytuacjach nie czekać biernie na to, aż dziecko „wyrośnie”. Wczesna rozmowa niczego nie przesądza, a pozwala szybciej ustalić, czy dziecku potrzeba wsparcia.

Jak powiedzieć to rodzicom

Rozmowa idzie łatwiej, gdy zaczyna się od tego, co dziecko robi dobrze, i od konkretu zamiast etykiety. Zamiast „syn jest aspołeczny” lepiej powiedzieć: „Bartek chętnie układa sam, a kiedy dzieci go zapraszają, odchodzi. Obserwujemy to od trzech tygodni. Jak to wygląda w domu?”. Rodzic dostaje obraz sytuacji, a nie ocenę, i może dorzucić to, czego nauczycielka nie widzi.

Dobrze jest też od razu powiedzieć, co przedszkole robi: na przykład sadza dziecko w parze z jednym spokojnym kolegą albo daje mu zadanie, przy którym naturalnie trzeba coś komuś podać. Takie drobne kroki często wystarczają.

Kiedy przydaje się wsparcie z zewnątrz

Jeśli mimo wysiłków domu i przedszkola dziecko dalej nie znajduje miejsca w grupie, pomocna bywa konsultacja u psychologa dziecięcego albo zajęcia w małej grupie rówieśników, gdzie dziecko ćwiczy dołączanie do zabawy, czekanie na kolej i dzielenie się pod okiem psychologa. W Krakowie taką formą jest na przykład grupa TUS dla dzieci 3–4 lata w gabinecie Synaptio przy ul. Henryka Wieniawskiego 60. Pierwszym krokiem jest spotkanie kwalifikacyjne, na którym psycholog ocenia, czy grupa będzie dla dziecka dobrym wyborem.

Najważniejsze jednak dzieje się na co dzień: w cierpliwości dorosłych i w tym, że dziecko ma czas, żeby wejść do grupy we własnym tempie.


Artykuł partnera.

Komentarze

Polecam

Copyright © Dzieckiem bądź