piątek, 28 maja 2021

"Matylda i magiczna ryba" Beata Majchrzak - recenzja




Matylda lubi patrzeć na ryby w oceanarium. Te kolorowe, zwinne zwierzątka wzbudzają w niej dreszcz zachwytu, kiedy może je obserwować przez szybę. Matylda nie znosi jeść ryb. I nie ma się wcale co dziwić, bo nie każdy musi lubić jeść wszystko. Niestety, mama Matyldy jest nieustępliwa, ryby są przecież zdrowe i dzieci muszą je jeść. Dziewczynka i mama zawarły kompromis - ryba na obiad w jeden dzień w tygodniu, czego Matylda bardzo żałuje, ale nie zamierza łamać obietnicy, to by przecież świadczyło o jej niedojrzałości. I, chociaż już sam zapach wzbudza w niej odrazę, grzecznie siada nad talerzem każdego "rybnego" dnia. Pewnego razu, podczas dźgania ostatniej z ryb na talerzu widelcem, słyszy ciche "Aua" i tak oto poznajemy Ymmezar, rybę z iście wybuchowym, niepasującym do elementu obiadu, temperamentem. Ymmezar, którą spanikowana  Matylda wrzuca do starego, rodzinnego fortepianu, odmieni jej życie o sto osiemdziesiąt stopni. 



Jeżeli spodziewacie się klasycznej przeróbki bajki o złotej rybce, nie moglibyście się bardziej mylić. Historia Matyldy i Ymmezar jest dużo bardziej złożona i okraszona nutą lekko czarnego humoru, po to żeby poruszyć kwestie takie jak kłamstwo, przeżywanie emocji, świat wartości czy wreszcie śmierć kogoś bliskiego, separacja rodziców, poczucie straty, tęsknota. 



Napiszę szczerze, że wiele fragmentów tej historii bardzo mnie poruszyło, czego się zupełnie nie spodziewałam. Historia ukryta za stojącym w kącie fortepianem, śmierć małego braciszka Matyldy - Filipa, "zniknięcie" Wiktora, sen Matyldy o tacie, to wszystko spowodowało, że łzy zakręciły mi się w oczach, a jednocześnie koniec książki dał nadzieję, że po każdej burzy wychodzi w końcu słońce. Interesujący był również fragment o podróży na Księżyc, który symbolicznie obrazuje wybór pomiędzy dobrem i złem, walkę toczoną przez wszystkich ludzi.



Książka skłoniła mnie również do przemyśleń jak wiele dzieci widzą i obserwują i jak wiele potrafią sobie wytłumaczyć, niekoniecznie błędnie i dziecinnie. Zaczęłam się zastanawiać, czy Ymmezar i jej złote rady istniały naprawdę, czy to raczej Matylda sama, z wrodzoną, dziecięcą mądrością, przeszła przez wszystkie wydarzenia i próby, które podsunęło jej życie. A może w każdym z nas drzemie taka magiczna ryba, która tylko czeka, aż jej podszeptywanie wpuścimy do świadomości?



"Matylda i magiczna ryba" to ciepła powieść, trochę fantastyka, trochę bajka, trochę nawet książka psychologiczna. Myślę, że spodoba się dzieciom w wieku młodszej podstawówki, a dla tych, które mają problemy podobne do głównej bohaterki, szczególnie dzieciom, które przeżyły śmierć kogoś dla nich ważnego, będzie się jawiła jako małe światełko w tunelu, a mało jest dobrych książek, z odpowiednią dozą wrażliwości poruszających temat śmierci. Mnie książka również się podobała mimo, że jestem już całkiem dorosła i bardzo cieszę się, że miałam okazję ją przeczytać. Polecam gorąco!



Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa M.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że jesteś <3 Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)