czwartek, 10 grudnia 2020

"Leo! Znowu ty? Niecny plan" Aleksandra Tyl - recenzja




Wydawnictwo Lemoniada nigdy nie zawodzi poszukiwaczy ciekawych książek dla dzieci. Niedawno ukazała się pierwsza część nowej serii dla najmłodszych nastolatków, czyli "Leo! Znowu ty? Niecny plan" Aleksandry Tyl, znanej do tej pory raczej dorosłym czytelnikom z cyklu "Cztery pory roku".


Główny bohater powieści - przekorny Leo - ma 11 lat, chodzi do 6 klasy i jak większość dzieci w tym wieku, nie przepada za szkołą, nauką i wiejącą od tego wszystkiego nudą. Całe szczęście, że jest otoczony równie przebojowymi kolegami, wraz z którymi opracowują różne metody na np. napisanie sprawdzaniu bez uczenia się, zdobycie darmowego ciastka po wizycie u dyrektora, hula hop i kule kolegi na balkonie, walentynki, wagary czy ekstremalnie skomplikowane relacje z dziewczynami, w tym z siostrą Leo - Laurą. 


Książka chociaż wydaje się dość gruba, niemal natychmiastowo wciąga w przezabawną akcję, przez co ciężko przerwać jej czytanie. W środku znajdziemy również równie zabawne ilustracje pani Marty Grabowskiej.


W "Niecnym planie" najbardziej fascynuje mnie to, że mimo często naprawdę absurdalnych opisywanych przygód, każdy kto przetrwał szkołę i był nastolatkiem, wie, że wszystkie te zdarzenia mogły wydarzyć się naprawdę. Z perspektywy dorosłej osoby, nie sposób nie śmiać się z dialogów między bohaterami i przemyśleń Leo, w których można odnaleźć echa własnych nastoletnich przeżyć, jak chociażby odgadywanie prawdziwych motywów rodziców, które nie do końca są zgodne z rzeczywistością albo udawanie, że nie zna się własnego rodzeństwa czy wspomniana "wojna" płci :D Urzekła mnie postać Laury, młodszej od Leo, a zdecydowanie często wyciągającej asa z rękawa na starszego brata, co przypomina mi relacje z moim własnym, za którym i tak mimo ciągłych kłótni, na pewno skoczyłabym w ogień. Pozytywnie odbieram również Alberta, klasowego kujona, który wbrew utartym stereotypom, cieszy się wielkim poważaniem, jest miły, pomocny i niezwykle przyjacielski. 


Wiem, że książka z założenia jest skierowana do dzieci, ale każdy kto chce przypomnieć sobie jak to było za dzieciaka, jak droga do rozwiązania, teraz wydawałoby się śmiesznych problemów, była niczym wspinaczka na Mount Everest, bo samo dążenie do rozwiązania było zabawą, ba było nią nawet tworzenie problemów, każdy kto chce uwolnić się od otaczającej nas obecnie rzeczywistości i dostać zakwasów policzków od uśmiechania się, powinien po nią sięgnąć. Myślę, że perypetie Leo nadają się nawet na serial w stylu "Rodziny zastępczej" czy "Rodzinki.pl" lub film na miarę francuskiego "Mikołajka".


Pozdrawiam Was Kochani, czekam na kolejne odsłony przygód Leo, jego rodziny i kolegów i gorąco zachęcam do lektury! 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję, że jesteś <3 Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)