czwartek, 12 lipca 2018

Zakaz wstępu dla rodziców do sali przedszkolnej?



Kiedy byłam dzieckiem i uczęszczałam do zerówki, nie przypominam sobie, żeby którykolwiek z rodziców moich czy kolegów i koleżanek wchodził do sali przedszkolnej. Zamiast tego pukali oni do drzwi, pojawiała się któraś z pań i zabierała nas do środka. Tak samo było z odbieraniem, o pewnej godzinie rozlegało się pukanie, a pani Ela informowała nas, że nadszedł czas pójścia do domu.

Po latach, jako nauczyciel spotykałam się z czymś co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, a mianowicie nagminnym wchodzeniem przez rodziców do sali, ba wchodzeniem w butach, czasem po ulewie, czasem z błotem lub innymi nieczystościami. Bywało tak, że na dywanie zostawały po takim delikwencie piękne, brudne ślady, by zaraz potem bawiły się na nich i czworakowały dzieci... Wiele osób prosiło też o rozmowy na 2 minuty przed planowym rozpoczęciem zajęć, albo kiedy byłam na sali sama z 25 dzieci. Zdarzali się też rodzice, którzy próbowali zostać z płaczącym dzieckiem i zająć je zabawą, czym już całkiem wprowadzali chaos. Koleżanki po fachu opowiadały mi również o rodzicach- duchach, którzy pojawiali się znikąd bez zapowiedzi i również bez słowa dziecko cichaczem z sali wyprowadzali... 



Niektórzy rodzice na wszelkie próby zwrócenia uwagi wykazywali ogromne zdziwienie, czasem wręcz oburzenie: "Jak to? Dlaczego nie mogę wejść do sali, w której bawi się moje dziecko? Czy pani coś przede mną ukrywa? Czy coś się stało?" .

Zamierzałam napisać tylko o aspektach higienicznych wchodzenia w butach, ale w miarę pisania, doszłam do wniosku, że jeszcze kilka kwestii odnośnie samego wchodzenia przydałoby się poruszyć. Osobom, które pracują z małymi dziećmi tłumaczyć tego nie muszę, ale jeśli ten post czyta jakiś rodzic, wyjaśniam powody dla których do sali przedszkolnej rodzice i opiekunowie powinni mieć swoisty zakaz wstępu. 

  • zarazki: bakterie, wirusy i grzyby są wszędzie wokół nas. Nie jest tajemnicą, że najwięcej znaleźć ich można na ulicach. Odchody psów, kotów, ptaków i innych zwierząt, ślina, smarki, flegma, inne płyny ustrojowe... Wszystko to spotkacie na obojętnie jakim przykładowym polskim chodniku. W większości krajów azjatyckich buty zdejmuje się już przed wejściem do domu! Tutaj poniżej do pobrania zamieszczam 4 wersje plakatów informujących o zakazie wstępu w butach do sali, bo z tym póki co większość osób ma największy problem:
  • rozpraszanie: w przedszkolu panuje stały i raczej niezmienny schemat dnia, wprowadzony po to, żeby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa, zasady oraz porządek. Każda grupa ma swoje rytuały, ważne elementy, które współtworzą jej charakter i nią samą. Kiedy ktoś się z tego schematu wyłamuje, np. rodzic wchodzi i przerywa zajęcia, zaczyna obserwować dzieci podczas zdarzenia, którego szerszego kontekstu nie rozumie, pojawia się bałagan. W przedszkolu razem z rówieśnikami i uśmiechniętymi paniami jest cudownie, ale każde dziecko na koniec dnia i tak marzy wyłącznie o ramionach ukochanej mamy czy uwielbianego taty. Wyobraźmy sobie, że taki Michaś ma zły dzień,  bo dzieciom też się takie mogą zdarzyć, pokłócił się z kolegą, niechcący zaliczył wywrotkę, chce tylko przytulić się do swojego rodzica i znaleźć z powrotem w swoim pokoju. Aż tu nagle pojawiają się rodzice innych dzieci, które wychodzą do domu, dzieci rzucają się w ich ramiona, a Michaś zostaje sam, mama albo tata stoją w korku, ich nieobecność się przedłuża, Michaś przecież nie bardzo rozumie jeszcze pojęcie czasu i niezupełnie się w czasie orientuje... Ciężko wówczas nawet najbardziej doświadczonym nauczycielom Michasia w stu procentach pocieszyć i czymś zająć.

  • wybiórczość: praca z dziećmi wymaga naprawdę sporo nakładów energii. Czasem moment, w którym do sali wchodzą rodzice jest jednocześnie chwilą, w której po nieprzerwanych pięciu godzinach dbania o bezpieczeństwo, podcierania pup, organizowania zajęć, zabaw, śpiewania, mówienia i opieki, nauczyciele znajdują 5 minut na zwykły odpoczynek na krześle, a później są posądzani o to, że pewnie przez cały dzień nic nie robią, tylko siedzą i piją kawę. 

  • odwracanie uwagi: rozumiem, że momenty przyprowadzania i odbioru dziecka są jedynymi podczas których rodzicom wydaje się, że nauczyciele mają czas na rozmowę i odbiór ważnych informacji, ale jednocześnie wszelkie takie sytuacje odwracają uwagę nauczycieli od dzieci - a kto ma podczas takich chwil dbać o bezpieczeństwo? - lub opóźniają rozpoczęcie zajęć, co jak wspomniałam we fragmencie o rozpraszaniu, wprowadza bałagan (dlatego uważam, że wszelkie rozmowy powinny być wcześniej umawiane).

Nie traktuję rodziców jak wrogów, nie mam przed nimi nic do ukrycia i z chęcią podzielę się wszystkimi dostępnymi informacjami, ale jednak przedszkole to miejsce publiczne, w którym staramy się dzieci uczyć pewnych zachowań, a takie wchodzenie jak do sklepu, kiedy się chce i jak się chce uważam za niezbyt właściwe...

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz