TRYB JASNY/CIEMNY

My rodzice z ADHD. Rozmowy o neuroatypowym rodzicielstwie Ola Pflumio - recenzja

My rodzice z ADHD Ola Pflumio recenzja książki



Neuroatypowe rodzicielstwo pod lupą

Książkowe nowinki na temat neuroatypowści, zawsze mimowolnie budzą we mnie spore oczekiwania – zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Dzisiaj mowa o książce Oli Pflumio „My rodzice dzieci z ADHD. Rozmowy o neuroatypowym rodzicielstwie”. Czy to pozycja, która rzuciła mnie na kolana i wywołała efekt „wow”? Od razu odpowiem krótko: nie, na pewno nie jest to lektura obowiązkowa dla każdego. Czy to oznacza, że nie warto po nią sięgnąć? Absolutnie nie.

O czym tak naprawdę są te rozmowy?

Autorka już na samym wstępie lojalnie uprzedza, że nie jest to poradnik. Nie znajdziecie tu suchych definicji, twardej teorii naukowej ani gotowych recept na okiełznanie codziennego chaosu. To zbiór jedenastu intymnych, szczerych wywiadów z mamami i ojcami, którzy na co dzień mierzą się z neuroatypowym rodzicielstwem. Towarzyszą im komentarze autorki, które pomagają osadzić te opowieści w szerszym kontekście i lepiej zrozumieć mechanizmy stojące za konkretnymi trudnościami.

To, co wpisuje się w trend współczesnego rodzicielstwa i jest widoczne na łamach książki, to ogromna szczerość. Rozmówcy nie koloryzują rzeczywistości, ale też jej bezlitośnie nie demonizują. Pokazują macierzyństwo i ojcostwo bez filtrów: z całym chronicznym zmęczeniem, przebodźcowaniem, momentami zwątpienia, lęku, a czasem wręcz poczucia wstydu czy niewystarczalności.

Droga do poznania siebie i akceptacji

Większość bohaterów o swoim własnym ADHD dowiedziała się przez przypadek – często dopiero w dorosłym życiu, nierzadko przy okazji diagnozy swoich dzieci. Ten proces dojrzewania do roli rodzica, oswajania własnej neuroatypowości i nauki funkcjonowania na własnych zasadach, a przy tym powolnego akceptowania siebie, jest chyba najwartościowszym elementem tej pozycji. Książka świetnie pokazuje, że ADHD to nie choroba, ale specyficzny sposób funkcjonowania. Co ważne, widzimy również drugą stronę medalu: nadwrażliwość i ogromną empatię. Taki rodzic, dzięki własnym doświadczeniom, potrafi być bardziej wrażliwy na emocje swojego dziecka i rozumie je znacznie lepiej niż przeciętny dorosły.

W każdej z rozmów mocno wybrzmiewa też wątek roli systemu. To głośne wołanie o pomoc w zrozumieniu, że rodzic z ADHD nie będzie „perfekcyjny” według sztywnych wizji osób neurotypowych, ale będzie najlepszy, jaki może być. Bo przecież dziecko bardziej doceni wspólnie spędzony czas niż idealnie ugotowany, trzydaniowy obiad.

Dlaczego więc zabrakło mi efektu „wow”?

Mimo wielu mądrych i przejmujących zdań, muszę być z Wami szczera – czytając o chaosie, wypaleniu, lęku przed oceną czy trudnościach w organizacji życia po pojawieniu się malucha, miałam jedno mocne odczucie: to są problemy większości współczesnych rodziców. Niezależnie od diagnozy, mały człowiek wywraca świat do góry nogami każdemu z nas. Każdy z nas czasem wątpi, płacze z bezsilności i czuje się przebodźcowany. Dla kogoś, kto w temacie pedagogiki i neuroróżnorodności siedzi głębiej, te historie mogą wydać się mało odkrywcze.

Podsumowanie

Książka „My rodzice dzieci z ADHD” może być wspaniałym, normalizującym plastrem na rany dla osób, które są świeżo po diagnozie, dopiero szukają wsparcia albo czują się potwornie samotne w swoich zmaganiach. Pomoże im zrozumieć siebie i dostosować życie rodziny do swojej neuroatypowości bez poczucia winy.


Czytaliście już tę pozycję? A może temat neuroatypowości w rodzinie jest Wam bliski? Dajcie znać w komentarzach!

Komentarze

Polecam

Copyright © Dzieckiem bądź