niedziela, 4 listopada 2018

Krótkie opowiadania o wielkich Polakach - Mikołaj Kopernik


"Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie wydało go plemię..." Dzisiaj o Polaku, bez którego nie możemy mówić o dzisiejszej astronomii.

Mikołaj Kopernik

Powiedzcie mi, jaka jest pierwsza myśl, która przychodzi Wam do głowy, kiedy usłyszycie imię: Mikołaj? Pozwólcie mi odgadnąć: czy to nie aby przypadkiem... prezenty?

Ogólnie kiedy myślimy o Mikołaju, wyobrażamy sobie milutkiego dziadka, z białą brodą, białymi wąsami i w śmiesznym czerwonym stroju, czapeczką jak dla krasnala i z czarnym paskiem na grubym brzuchu. 

Mało dzieci wie, że po świecie chodził kiedyś jeszcze jeden znany Mikołaj, a w dodatku mieszkał nie w dalekiej zimnej Laponii, czy gorącej, egzotycznej Turcji, ale w Polsce!

Mikołaj Kopernik urodził się bardzo dawno temu, jeszcze w czasach średniowiecza (to sporo po dinozaurach i mumiach, ale wciąż daleko od naszych czasów) i miał dość dziwne jak na tamte wieki hobby - uwielbiał patrzeć w niebo. Bo średniowieczni ludzie woleli się trzymać raczej patrzenia na ziemię, za bardzo się bali, że zobaczą na niebie coś, czego nie będą umieli zrozumieć. W ogóle to Ziemia była dla nich wtedy pępkiem wszystkiego. Ale o tym to za chwilę. 

Mikołaj urodził się w Toruniu, pewnie kojarzycie to miasto ze względu na przepyszne pierniki, z których Toruń słynie. Jego tata był kupcem, tak w średniowieczu nazywano sprzedawców, a mama zajmowała się domem. Po śmierci rodziców, Mikołajem i jego trojgiem rodzeństwa, zajął się ich bardzo bogaty wujek. Mikołaj szybko odkrył, że samo patrzenie w gwiazdy nie wystarczy, żeby zbadać ich tajemnice, więc dzięki pieniądzom wujka zaczął chodzić do szkoły i chyba mu się nauka spodobała, bo jak skończył jedną szkołę, to ruszał do kolejnej, w efekcie czego uczył się aż dwanaście lat, co jak na tamtą epokę było nie lada wyczynem. 

Niebo tak go zachwycało, że po ukończeniu wszystkich szkół, został duchownym, czyli kimś na kształt księdza. Oprócz bycia duchownym, był również lekarzem, żołnierzem, prawnikiem, matematykiem, ekonomistą, no i oczywiście astronomem... To się dopiero nazywa wszechstronne wykształcenie. 

Wy już wiecie, że Ziemia jest kulą i leży w układzie, nazywanym Słonecznym, bo tak jak inne planety krąży wokół Słońca. Jednak kiedyś przez setki lat, ludzie wierzyli po pierwsze, że jest płaska jak talerz, a po drugie, że to wszystkie planety i Słońce krążą wokół niej. Taki model nazywano geocentrycznym. Z kolei Mikołaj tak długo patrzył w niebo, że ciągle coś mu się w tym wszystkim nie zgadzało, bo nie tłumaczyło różnych astronomicznych zjawisk na niebie, jak chociażby zaćmień Słońca i Księżyca, ruchu planet czy nocy i dnia. 

Mikołaj zaczął więc spisywać swoje spostrzeżenia i pewnego razu odkrył, że to Słońce musi być środkiem układu, a Ziemia i inne planety urządzają sobie długie wycieczki wokół niego i że jedynym ciałem niebieskim, które krąży wokół Ziemi jest... Księżyc. Swój model nazwał heliocentrycznym. Wszystko co zauważył, zapisał w grubej książce, pt. "O obrotach ciał niebieskich". Ponadto, zaobserwował, że gwiazdy na nocnym niebie też się wcale nie poruszają, to tylko Ziemia bawi się w karuzelę i co chwila widać z niej inne kawałki nieba. 

Oczywiście, prawie nikt mu wtedy nie uwierzył, a co więcej czytania jego książki przez około trzysta lat po jego śmierci niektórzy zakazali... 

Na szczęście, ludzie w końcu się opamiętali i pomimo początkowej niewiary w odkrycia Mikołaja, przyznali mu rację! Wspomnijcie go czasem, kiedy będziecie wypatrywać spadającej gwiazdy, bawić się w astronoma lub oglądać w telewizji start rakiety - na pewno by się z tego ucieszył. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz