środa, 1 listopada 2017

Kilka rad dla początkujących nauczycieli


Cześć! Kiedy przypomnę sobie pierwsze dni pobytu w przedszkolu, nadal ogarnia mnie lekkie przerażenie. Wcześniej przedszkole kojarzyło mi się z idyllicznym miejscem, w którym dzieci tylko się bawią i przez zabawę poznają świat. Narzekania czy problemów koleżanek ze studiów na dzieci, na rodziców, na dyrekcję, na pracę w ogóle... absolutnie nie rozumiałam. Uważałam, bardzo naiwnie, że dzieci to kochane, słodkie, posłuszne istoty, przy których nie trzeba się bardzo wysilać, aby człowieka słyszały i słuchały.

Moje złudzenia rozwiały się niemalże natychmiast - po przekroczeniu progu jedyne co zarejestrowałam to krzyk, wrzask, bieganina, jednym słowem CHAOS.

Być może Was nie pocieszę... z biegiem czasu jest trochę łatwiej, stresu trochę mniej, bo człowiek uczy się z nim radzić i nabywa wiedzy i doświadczenia, ale problemy nadal się zdarzają.

Myślę, że moje rady, zdobyte z potem, łzami a nawet czasem krwią z nosa, przydadzą się wszystkim i nauczycielom przedszkola i szkoły, zapraszam do lektury. Oczywiście ich zastosowanie lub nie, powinno być dostosowane do Was - Waszej osobowości, Waszej grupy, Waszych realiów pracy.

Zachowaj spokój

Gdy świat stoi na głowie jest to ekstremalnie trudne, ale musisz zachować chłodny umysł. Staraj się nie wyjść z siebie i utrzymać wewnętrzną równowagę. Tego naprawdę da się nauczyć. Jeśli dzieci wyczują Twoje zdenerwowanie, ciężko będzie Ci je okiełznać i zapanować nad sytuacją. Pamiętaj, że to Ty rządzisz. Mnie bardzo pomaga powiedzenie sobie, że... zaraz przecież będę w domu śmiać się ze stresującej sytuacji nad kubkiem gorącej herbaty. Czas płynie tak szybko, dzieje się tyle różnych, bardziej wymagających, aby się nimi przejmować, rzeczy. Ostatnio zaczęłam sobie dodatkowo wyobrażać, że nawet jeśli przydarzy się coś niefajnego, będę mogła zabłysnąć anegdotą wśród znajomych, u których na pewno znajdę zrozumienie ;)

Zagaduj

Szczególnie kiedy dziecko ma atak płaczu. Zresztą pomaga w wielu przypadkach. "Ojej, co się stało? Aaa płaczesz za mamą? Wiesz, ja też tęsknię za swoją mamą i też chciałabym iść czasem do domu. Ooo a co masz na koszulce? Czy to świnka? Aaa to wieloryb. A myślałam, że świnka. Lubisz wieloryby?" itp. Może nie pomoże spektakularnie za pierwszym, drugim razem, ale taktyka zagadywania jeszcze mnie nie zawiodła. Często warto też zacząć mówić o zupełnie przypadkowych informacjach: "Widziałeś/-aś jakie dzisiaj korki na drogach?!" Nawet jeśli dziecko nie będzie chciało nas słuchać i każdą wypowiedź będzie traktowało głośnym "NIE!", w końcu się "złamie" i zacznie zastanawiać czego ta dziwna Pani/dziwny Pan, która/-y zdaje się niczym nie przejmować, od niego chce. 

Staraj się nie podnosić głosu

Czasami podniesienie głosu jest potrzebne i nieuniknione. Ale oszczędzaj sobie tego, ile tylko zdołasz. Po pierwsze - im głośniejszy nauczyciel, tym głośniejsza grupa, po drugie - szanuj swoje gardło, bo masz tylko jedno. Im głośniej i szybciej się mówi, tym bardziej dzieci stają się rozbrykane. Nawet jeżeli coś wyprowadza Cię z równowagi, panuj nad sobą, mów umiarkowanie i spokojnie.

Konsekwencja, stanowczość i cierpliwość

Powtarzam, to TY rządzisz. I nie widzę w tym stwierdzeniu nic złego. Aby zapanować nad 25 dzieci, wśród których jedno chce siku, drugie uderzyło kolegę, trzecie płacze za mamą, czwarte nie chce brać udziału w zajęciach, a piąte bada wnętrze swojego nosa, trzeba wychodzić z takiego założenia, inaczej każdy będzie robił co chce, a Ty dostaniesz nerwicy. Należy pamiętać dodatkowo o:

konsekwentności i stanowczości - aby praca z dziećmi miała ręce i nogi, konsekwentność i stanowczość są niezbędne. Konsekwentność dodatkowo rozumiana w dwójnasób - jako rezultat danego działania (głównie w tym przypadku) dziecka i jako wytrwałe dążenie do czegoś, co było w Twoich planach. Kiedy dziecko zachowuje się super, jest pomocne, widzisz, że się stara, pochwal je za to, przyznaj mu ważne zadanie lub zaproponuj wybór jego ulubionej aktywności. Z kolei jeśli dziecko zrobiło coś złego, to musi ponieść tego negatywne skutki, na przykład odsunięcie od zabawy. Oczywiście, to też zależy od konkretnego zdarzenia, nie wolno skazywać nikogo na samotne siedzenie przy stoliku bez znajomości całej sytuacji. Jednym z zadań wczesnej edukacji jest przygotowanie dzieci do życia w społeczeństwie. Ważne jest więc, aby wiedziały, że nieprzestrzeganie zasad przyjętych w grupie, nie spotka się z pogłaskaniem po głowie i przytuleniem. Musimy zaznaczać, że to i to jest źle odbierane, jest nie na miejscu i nie jesteśmy z tego powodu szczęśliwi. Jeśli dziecko coś zniszczy, mimo naszych wielokrotnych upomnień, to trudno - nie będzie tego miało, zostało ostrzeżone. Niektórzy w konsekwencji od razu dopatrują się znamion przemocy; pora skończyć z takim rozumowaniem, bo nic dobrego nie przyjdzie z wychowania rzeszy osób, które nie rozumieją związków przyczynowo-skutkowych.

Dalej - jeśli masz coś w planach, staraj się to zrealizować i doprowadzić do końca. Jeśli dzieci nie łapią, spróbuj innym sposobem, ale nigdy się nie poddawaj. Zrób sobie zbroję ze stanowczości, jeśli coś postanowisz, trzymaj się tego tak długo, aż się powiedzie.

Tutaj przyda Ci się... cierpliwość. Ogromne pokłady cierpliwości. Zdolność do niej zależy niewątpliwie od charakteru i temperamentu, ale można próbować się jej nauczyć.

Nie doszukuj się zaburzeń

Często widzę i słyszę wyrocznie. Dziecko ciągle płacze od miesiąca i nie da się go uspokoić - to na pewno silny lęk separacyjny. Dziecko siedzi sobie w kącie i bawi się wyłącznie jedną zabawką - to na pewno autyzm. Dziecko bije i gryzie wszystkich wokół - to na pewno zaburzenia integracji sensorycznej. Dziecko nie chce jeść obiadów - ponownie to na 100% zaburzenia SI. A może jednak nie? Każde dziecko jest inne, każde potrzebuje innego podejścia i wspomnianej wyżej cierpliwości. Większość "objawów" minie, jeśli im się na to pozwoli. Nie przesadzajmy. Nie róbmy z dzieci zniedołężniałych, problematycznych chodzących etykietek najpopularniejszych książkowych zaburzeń. Metkowaniem i doszukiwaniem się czegoś na siłę, można zrobić naprawdę dużą krzywdę. W 90% przypadków, wystarczy cierpliwość i troszkę więcej zrozumienia.

Jak nie drzwiami, to oknem

Szukaj nowych pomysłów. Ciągle. Innowacji. Rozwiązań, które mają szansę się sprawdzić, coś uatrakcyjnić, ubarwić. Jeśli dana metoda nauczania Ci nie podchodzi, kop głębiej, puść wodze fantazji. Sięgnij do swojego dzieciństwa. Przypomnij sobie co Cię interesowało, jaki rodzaj zajęć sprawiał Ci największą frajdę. A nuż znajdziesz niesamowitą inspirację, tam gdzie nawet się jej nie spodziewasz. Dzieci nie chcą współpracować? Myśl co zrobić, żeby zechciały. Nadal na nic nie reagują? Połóż się na podłodze albo zgaś światło. Myśl niekonwencjonalnie. 

Pytaj

Od udzielenia wszystkich niezbędnych informacji jest dyrektor. Masz pytania, nie wiesz jak coś zrobić - zapukaj do drzwi gabinetu i pytaj. Prawdą jest, że ten kto pyta, nie błądzi. Wiem, że gdzieś w środku mamy myślenie w stylu: nikt nie może dowiedzieć się, że tego nie wiem. Ale szczególnie na początku... wręcz nie masz prawa wiedzieć wszystkiego. Dopiero się uczysz. Obowiązkiem Twojego przełożonego jest Ci pomóc i nakierować na odpowiednie tory. Pytaj również wokół siebie, pytaj kolegów i koleżanek po fachu, szukaj pomocy na forach dla nauczycieli, których jest mnóstwo. Sprawdź za pomocą wyszukiwarki, czy ktoś przed Tobą nie miał podobnego problemu lub nie był w takiej samej sytuacji. Większą gafę popełnisz zgrywając wszystkowiedzącego mędrka i popełniając błąd, niż kiedy otwarcie przyznasz się do niewiedzy i poprosisz o podpowiedź.

Życzliwość przede wszystkim

Prawie niemożliwym jest, aby każdy codziennie przychodził do pracy w dobrym humorze, wyspany i pałający miłością do świata. Ale - pamiętaj, że Twoje problemy to nie wina dzieci i nie możesz ich na nie przelewać. Musisz się zdystansować. Kiedy jest naprawdę ciężko, powiedz im o tym: "wiecie co, dzisiaj mam okropny dzień, przepraszam jeśli nie będę do końca sobą". Niech wiedzą, że każdy ma prawo mieć zły humor, że dorosłym również się to zdarza. A nuż uda im się troszkę Cię rozweselić, bo w dzieciach można znaleźć ogrom współczucia i życzliwości :)

No i właśnie... życzliwość. Bądź życzliwa/-y. To ważne. Życz innym dobrze, zachowuj się przyjaźnie, nie odstraszaj. Pozytywna karma zawsze wraca. Nie wierzysz? Spróbuj codziennie powiedzieć komuś coś miłego, a zobaczysz jak zmienia się świat wokół Ciebie!

Nie okazuj dziecku czy rodzicowi antypatii. Nie da się lubić wszystkich jednakowo, ale nie pozwól, by ktokolwiek to zauważył.

Dbaj o siebie

Praca z dziećmi jest ciężka dla zdrowia fizycznego i psychicznego, więc musisz o siebie dbać. Większość pracy staraj się wykonywać w... pracy (na tym muszę dużo popracować :P). Jeżeli masz coś do zrobienia w domu, nastaw budzik. Kiedy zadzwoni rozpoczyna się czas dla Ciebie. Sięgnij po wspaniałą książkę, włącz dobry serial, posłuchaj muzyki, spotkaj się z przyjaciółmi, poświęć chwilę bliskim. Zdrowo się odżywiaj, włącz w codzienność trochę ruchu, pij dużo wody, bierz witaminy. Pracuj nad sobą, nad swoim nastawieniem, kompetencjami personalnymi. Ćwicz przed lustrem, ucz się nowych rzeczy, nie tylko do pracy, lecz też dla siebie.

Rodzic to nie wróg

Kontakty z rodzicami to często newralgiczna kwestia. Większość z nich nie ma pojęcia o realiach pracy z grupą dzieci, taka prawda. Jednak współpraca z nimi jest obowiązkowa, aby nasze starania odniosły pożądany skutek. Ja nadal ten aspekt szlifuję, ale podpowiem Wam, czego nauczyłam się do tej pory:

uśmiech jest niezastąpiony - to klucz do mnóstwa drzwi i jakoś przyjemniej rozmawia się z kimś uśmiechniętym niż z osobą wiecznie marszczącą brwi;

nie pojawiaj się tylko, aby powiedzieć o negatywach - czasami sytuacja wymaga, aby na dziecko poskarżyć lub powiedzieć o nabiciu guza, ale nawet o największym urwisie staraj się powiedzieć coś pozytywnego;

nie daj się - po raz trzeci - to TY rządzisz, nie pozwól, żeby rodzice decydowali o kwestiach, które są zależne od Ciebie. Nie wdawaj się w pogawędki, jeśli nie masz na to czasu, ustal godziny spotkań indywidualnych i dodatkową formę komunikacji, np. dzienniczki;

stawiaj granice - rodzice uczniów to nie Twoi przyjaciele, nie opowiadaj im o wszystkim, nie wyciągaj spraw prywatnych, nie podawaj prywatnego numeru telefonu, Wasze stosunki muszą pozostać przyjazne i profesjonalne;

zastanów się, co chcesz powiedzieć - rozmowy z rodzicami nie są moim ulubionym zajęciem, szczególnie o sytuacjach trudnych, ale jakoś trzeba się komunikować. Często zanim ubiorę coś w słowa, zapisuje sobie konspekt wypowiedzi na kartce. Słowa można różnie zrozumieć i trzeba je wyrażać delikatnie.

Czasem udawaj, że nie widzisz i nie słyszysz

Naprawdę, nie warto zwracać uwagi na wszystko. Jeśli dziecko robi coś w Twoim mniemaniu dziwnego lub niepokojącego, ale nie robi tym krzywdy sobie, innym i otoczeniu, udawaj, że nie widzisz, obserwuj z ukrycia. Istnieje szansa, że jeśli nagminnie będziesz zwracać na coś uwagę, dziecko będzie to celowo powtarzać, aby być znaleźć się w centrum Twojego zainteresowania.  Nie wtrącaj się we wszystkie spory i kłótnie wychowanków, niech uczą się radzić sobie bez Twojej interwencji. 

Pozwalaj na samodzielność

Jasne, będzie sprawniej i szybciej jeśli w czymś dziecku pomożesz, albo zrobisz to za nie. Ale jaki to ma sens? Dziecko niczego się nie nauczy, a Ty będziesz podwójnie zmęczona/-y, bo będziesz odwalać pracę nie tylko dziecka, ale i swoją. Poza tym najwięcej zostaje uczniowi w głowie, kiedy pozwolimy mu na samodzielne działanie, doświadczanie i próby szukania rozwiązań. Wkraczaj tylko, kiedy widzisz, że Twoja pomoc jest absolutnie niezbędna, albo kiedy dziecko samo Cię o nią poprosi.

A co Wy poradzilibyście początkującym nauczycielom? Zapraszam do dyskusji w komentarzach! :)

Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz