sobota, 6 października 2018

"Pułapka nadopiekuńczości", czyli przestańmy starać się za bardzo!


Często możemy natknąć się na obrazki z lat 70., 80 i wczesnych 90. z umorusanymi dziećmi robiącymi bazy w piaskownicach, biegającymi po wysoce podejrzanych miejscach z kijami, czy siedzącymi z liśćmi udającymi pieniądze z dopiskiem "Kiedyś było lepiej". Obecnie nie do pomyślenia jest zostawić dzieci bez nadzoru i pozwolić im na swobodną zabawę dalej niż na placu zabaw, który możemy spokojnie obserwować z okna lub z balkonu. Jeszcze 20 lat temu nikt nie przejmował się, że jego 4-letnie dziecko nie umie poprawnie chwycić ołówka i nikt nie myślał o zapisywaniu masy 3-latków na rozwijające ich potencjał zajęcia dodatkowe. W przedszkolach przebywały dzieci, których rodzice musieli pracować i naprawdę nie mieli z kim zostawić swoich pociech w domu, a studia były dla osób z najlepszą średnią na roku. Nie było telefonów komórkowych z GPS pokazujących lokalizację, nie było Facebooka, Instagrama i Snapchata. Nosiło się wtedy zegarki i używało telefonów stacjonarnych. Kiedy chcieliśmy się spotkać po szkole, mówiliśmy po prostu: "O 17.00 w połowie drogi!" a mama do nas: "Tylko wróć o normalnej porze". Nikt nie pytał gdzie jest środek wspomnianej drogi ani jaka pora uchodzi za normalną.

Wyobrażacie sobie taki świat? A może należycie jeszcze do pokolenia, które w nim żyło?

Współcześni rodzice są zmęczeni. Ambitni. Przerażeni. Ich domy przypominają wystawy z Home and You i Ikei, jedzenie musi być bio i eko, a dzieci coraz szybciej wdraża się w wyścig szczurów, by później wychować ich na całkowicie niesamodzielnych i nieporadnych dorosłych. O tym wszystkim i o lęku ukrytym pod dzisiejszym rodzicielstwem opowiada książka "Pułapka nadopiekuńczości. Czy wyrządzamy krzywdę swoim dzieciom starając się za bardzo?" Julie Lythcott-Haims, którą otrzymałam dzięki niezwykłej uprzejmości od wydawnictwa Dobra Literatura


"Wzdrygamy się na samą myśl o krzywdzie, która mogłaby spotkać nasze dzieci. I owszem, naszym zadaniem jako rodziców jest dbanie o ich bezpieczeństwo. Powinniśmy jednak przejrzeć na oczy i zobaczyć, że przez nadmierną czujność trzymamy je pod kloszem, odgradzając od swobody, na którą zasługują, a która przygotowałaby je do prawdziwego życia."

Autorka, dziekan pierwszego roku i przez dziesięć lat doradca studentów na amerykańskim Uniwersytecie Stanforda, w sposób dobitny pokazuje współczesnym rodzicom cechy nadmiernego zaangażowania i bycia nadopiekuńczym w stosunku do dzieci: przesadne dbanie o bezpieczeństwo i niedopuszczenie do nauki radzenia sobie z mniej przyjemnymi emocjami, ogrom zajęć edukacyjnych i rzekomo rozwijających ze znikającym gdzieś pomiędzy autorytetem nauczycieli, z całkowitym pominięciem zadecydowania o swoich pasjach samych zainteresowanych, wyręczanie od najmłodszych lat we wszystkim, zaczynając od czynności samoobsługowych, a kończąc na załatwianiu spraw za młodych dorosłych, które powinni umieć rozwiązywać sami.

Jeżeli choć trochę utożsamiacie się z powyższymi wykładniami nadopiekuńczości, to może być znak, że należycie do niechwalebnego grona helikopterowych rodziców, czyli krążących nad dzieckiem: "(...) w sposób sprzeczny z zasadą odpowiedzialności za przygotowanie dziecka do bycia samodzielnym"

Lythcott-Haims wskazuje również skutki takiego modelu wychowania: brak podstawowych umiejętności życiowych, uzależnienie od stymulantów, zmniejszenie potencjału zawodowego, bierność, bycie na utrzymaniu rodziców, stres czy wreszcie nawet problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym, takie jak depresja, nerwica, odczuwanie ciągłej presji do bycia doskonałym, kompleksy, nieudane związki. 

Oprócz krytyki, w książce znajdziemy też cenne rady, jak ustrzec się przed helikopterowym rodzicielstwem i jak wprowadzić je w życie.


W publikacji pisarka zawarła także ciekawe propozycje treningów wychowawczych m.in. próbny zestaw umiejętności życiowych, które dziecko musi nabyć, praktyczne wskazówki jak nauczyć dziecko samodzielnego myślenia czy zestaw refleksji do budowania odporności emocjonalnej u dzieci. 

Książkę polecam szczególnie rodzicom, ale także nauczycielom i wszystkim osobom, które w jakiś sposób zajmują się wychowywaniem dzieci; sama znalazłam w niej wiele wskazówek do pracy wychowawczej i mam nadzieję, że dzięki lekturze uniknę wielu radykalnych błędów, których wcześniej nie byłam świadoma. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz