Młodzi detektywi w akcji Małgorzata Sokołowska - recenzja
Ostatnio po raz kolejny wróciłam do genialnego „Mindhuntera” i książek Johna Douglasa – jednego z pionierów profilowania kryminalnego. Lubię czytać o tym, jak z pozornie nieistotnych szczegółów, zachowania człowieka i odpowiednio zadanych pytań powoli wyłania się rozwiązanie sprawy. Mniej więcej w tym samym czasie trafiła do mnie kolorowa książka dla dzieci pod tytułem „Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne”.
Połączenie dość osobliwe, prawda?
Spokojnie, w dziecięcej książce nie ma seryjnych przestępców, mrocznych piwnic ani niczego, co mogłoby odebrać czytelnikom spokojny sen. Są za to obserwacje, świadkowie, hipotezy, ślady, podejrzani i pytania, na które nie zawsze da się odpowiedzieć od razu.
John Douglas pokazuje, że śledztwo nie zaczyna się od efektownego pościgu, ale od uważnego patrzenia, słuchania i sprawdzania faktów. Małgorzata Sokołowska przekazuje dzieciom właściwie tę samą zasadę, tylko zamiast najgroźniejszych przestępców mamy zaginiony laptop, przesunięty rower, naruszony przed czasem tort i ducha grasującego w szkolnej bibliotece. Zdecydowanie spokojniej, ale dla młodego odbiorcy wcale nie mniej interesująco.
Klub Detektywów rozpoczyna śledztwo
Głównym bohaterem książki jest Olaf – chłopiec ciekawy świata i wszystkiego, co choć odrobinę podejrzane. Towarzyszą mu Hania, Krzyś, pies Chlebek oraz kotka Bułka. Jest również ciocia Asia, która pracuje w policji i wie o prowadzeniu prawdziwych śledztw nieco więcej niż przeciętny dorosły.
Pierwszą sprawą młodych detektywów staje się zaginięcie laptopa. Później okazuje się, że tajemnice czają się niemal wszędzie: w domu, szkole, bibliotece, a nawet w pobliżu całkiem niewinnie wyglądającego tortu. Olaf, Hania i Krzyś zakładają więc własny Klub Detektywów i próbują rozwikłać kolejne zagadki.
Bardzo podoba mi się to, że przedstawione historie są bliskie dziecięcej codzienności. Nie dzieją się w tajnym laboratorium ani na drugim końcu świata. Podobna sprawa mogłaby wydarzyć się w domu, szkole albo na podwórku. Dzięki temu dziecko może naprawdę zaangażować się w śledztwo, zamiast jedynie obserwować niezwykłe przygody bohaterów z bezpiecznej odległości.
Młodzi detektywi przyglądają się miejscom zdarzeń, rozmawiają ze świadkami, zbierają informacje i tworzą własne hipotezy. Nie zawsze mają rację. Czasem za szybko wyciągają wnioski, czegoś nie zauważają albo zaczynają podejrzewać niewłaściwą osobę.
Dzieci widzą dzięki temu, że pomyłka nie oznacza końca śledztwa. Trzeba wrócić do faktów, jeszcze raz przyjrzeć się wszystkim szczegółom i sprawdzić, czy pierwsza wersja wydarzeń rzeczywiście ma sens. To ważna lekcja nie tylko dla przyszłych policjantów i detektywów. Umiejętność oddzielania tego, co naprawdę wiemy, od tego, co jedynie nam się wydaje, przydaje się przecież każdemu.
O pracy policji bez przebierania podręcznika za opowieść
Autorką książki jest młodsza inspektor Małgorzata Sokołowska, znana również z Instagrama jako „Z pamiętnika policjantki”. Jej doświadczenie zawodowe jest tutaj bardzo dobrze wykorzystane.
Przyznam, że jestem wyczulona na książki, które zapowiadają ciekawą historię, a po kilku stronach okazują się podręcznikiem, do którego dla niepoznaki dodano bohaterów i kolorowe ilustracje. W tym przypadku nie miałam takiego wrażenia.
Wiedza o pracy policji pojawia się naturalnie – wtedy, gdy jest potrzebna do rozwiązania konkretnej sprawy albo gdy bohaterowie chcą dowiedzieć się czegoś od cioci Asi. Nie ma długich wykładów oderwanych od fabuły. Są za to rozmowy, przykłady oraz sytuacje, w których nowe informacje natychmiast można wykorzystać.
Dzieci poznają takie pojęcia jak oględziny, hipoteza, dedukcja, ślady daktyloskopijne, portret pamięciowy czy cyberprzestępczość. Dowiadują się również, czym zajmuje się technik kryminalistyki, funkcjonariusz prewencji oraz policjant prowadzący dochodzenie.
Brzmi poważnie, ale książka nie traktuje specjalistycznych nazw jak czegoś, przed czym należy chronić młodego odbiorcę. Trudniejsze słowa nie są omijane wielkim łukiem ani zastępowane dziecięcymi zdrobnieniami. Zostają po prostu jasno wyjaśnione.
Bardzo to doceniam. Dzieci naprawdę potrafią zrozumieć znacznie więcej, niż czasem nam się wydaje. Potrzebują jedynie dorosłego, który opowie im o świecie w ciekawy i przystępny sposób, bez infantylizowania, ale również bez niepotrzebnego straszenia.
Tutaj czytelnik również prowadzi śledztwo
„Młodzi detektywi w akcji” nie są książką, którą dziecko tylko czyta, odkłada na półkę i zapomina o niej po dwóch dniach. Czytelnik od początku zostaje wciągnięty do zabawy i może rozwiązywać sprawy razem z Olafem, Hanią i Krzysiem.
Po kolejnych fragmentach pojawiają się pytania, zagadki oraz zadania rozwijające spostrzegawczość, pamięć, koncentrację i logiczne myślenie. Trzeba uważnie przyglądać się ilustracjom, zapamiętywać szczegóły, porównywać informacje i wyłapywać to, co nie pasuje do reszty.
Można również pobrać własne odciski palców czy wykonać odcisk podeszwy buta. To właśnie takie elementy sprawiają, że wiedza przestaje być czymś abstrakcyjnym. Dziecko nie tylko czyta o śladach daktyloskopijnych, ale może zobaczyć, jak wyglądają jego własne linie papilarne.
Na końcu książki czeka również egzamin młodego detektywa, legitymacja do uzupełnienia oraz dodatkowa sprawa dla najbardziej dociekliwych czytelników. Myślę, że w wielu domach może to być początek działalności własnego Klubu Detektywów.
Bezpieczeństwo bez budowania lęku
W książce znalazło się również sporo praktycznej wiedzy dotyczącej bezpieczeństwa. Pojawiają się tematy związane z korzystaniem z internetu, podejrzanymi osobami, sprawdzaniem otrzymywanych informacji oraz rodzinnym hasłem bezpieczeństwa.
To ostatnie jest szczególnie dobrym pomysłem. Ustalone wcześniej hasło może pomóc dziecku sprawdzić, czy osoba dzwoniąca lub przekazująca jakąś wiadomość rzeczywiście działa w imieniu rodzica. Jest to jedna z tych prostych zasad, o których łatwo przeczytać i pomyśleć: „Musimy wprowadzić to również u nas”.
Co ważne, autorka nie przedstawia świata jako miejsca pełnego ludzi czekających tylko na okazję, żeby zrobić dziecku krzywdę. Nie namawia również, by każdego od razu traktować jak podejrzanego. Pokazuje za to, że można być otwartym i ciekawym świata, a jednocześnie uważnym.
Książka nie uczy więc dzieci bać się ludzi. Uczy je myśleć, a to zdecydowanie lepsze zabezpieczenie niż kolejna lista zakazów do zapamiętania.
Kryminalne zagadki, po których można spokojnie zasnąć
Podtytuł „Zagadki (prawie) kryminalne” bardzo dobrze oddaje charakter tej książki. Są ślady, podejrzani, przesłuchania, tajemnice i drobne oszustwa, ale nie ma przemocy ani scen, które byłyby zbyt mocne dla młodszych czytelników.
Napięcie wynika z ciekawości. Dziecko chce poznać rozwiązanie, ale nie musi przy tym obawiać się, że za chwilę wydarzy się coś naprawdę strasznego.
Dużą rolę odgrywają tutaj ilustracje Kasi Kołodziej. Są kolorowe, zabawne i pełne szczegółów. Nie pełnią wyłącznie funkcji ozdobnej – trzeba się im przyglądać, ponieważ mogą zawierać ważne tropy. Dobrze współgrają z tekstem i sprawiają, że nawet fragmenty zawierające więcej wiedzy pozostają lekkie oraz atrakcyjne dla dziecka.
Dlaczego sięgnąć po „Młodych detektywów w akcji”?
Jeżeli Wasze dziecko lubi zagadki, tajemnice, szukanie różnic, ukryte szczegóły i zabawę w policjantów, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak.
Książka sprawdzi się zarówno do samodzielnego czytania, jak i podczas wspólnej lektury z rodzicem. Może zainteresować dzieci marzące o pracy w policji, ale nie trzeba planować kariery w kryminalistyce, żeby dobrze się przy niej bawić.
Po lekturze książek Johna Douglasa można dojść do wniosku, że najważniejszym narzędziem śledczego nie zawsze jest nowoczesne laboratorium. Często okazują się nim dobrze zadane pytania oraz umiejętność zauważenia szczegółu, który inni uznali za nieistotny.
Nie spodziewałam się, że przy okazji oglądania „Mindhuntera” znajdę tyle punktów wspólnych z książką dla dzieci, ale najwyraźniej dobre śledztwo – niezależnie od kalibru sprawy – zawsze zaczyna się podobnie.
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję, że jesteś! Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza :)