niedziela, 15 marca 2020

O wirusie, który nosił koronę - opowiadanie o koronawirusie dla dzieci



Podczas gdy nam, dorosłym dużo łatwiej przychodzi zapamiętanie pewnych faktów o koronawirusie, dzieci mogą mieć z tym problem. W nadchodzących dniach niektórym osobom trudno będzie wytłumaczyć pociechom, dlaczego muszą siedzieć w domu pomimo pięknej pogody i nadchodzącej wiosny i to właśnie dla Was moi drodzy napisałam opowiadanie o koronawirusie. Czasem łatwiej jest przekazać poważne treści za pomocą bajki i na trochę mniej poważnie:


Nie tak dawno temu, w odległym a jednocześnie bardzo bliskim nam królestwie, które można zaobserwować wyłącznie pod mikroskopem, mieszkało sobie mnóstwo złych rodzin wirusów. Niektóre z nich wyglądały jak poskręcane robaczki albo bryłki z wypustkami, inne jak śmieszne, pstrokate pałeczki, a jeszcze kolejne przypominały pająki z geometrycznymi głowami. Zadaniem każdej rodziny było wywołać chorobę u ludzi, roślin lub zwierząt, im okropniejszą i złośliwszą tym lepiej. Można powiedzieć, że wszystkie wirusy wręcz ścigały się ze sobą, która rodzina sprawi, że pochoruje się więcej żywych organizmów. 

- Haa! Ja sprawiłem, że myszy leciała dzisiaj krew z nosa! - chwalił się jeden.
- A ja, że Staś wymiotował i wymiotował, a potem bolała go głowa i brzuch! - przerwał mu kolejny.
- Przeze mnie uschły wszystkie kwiatki w ogrodzie! 
- To jeszcze nic! Ja wywołałem wysypkę na całym ciele Kasi i jej kota, tak swędziała i bolała, że Kasia aż się popłakała, a kot stracił połowę futra! - zaśmiał się czwarty z wirusów.

I tak na wyrządzaniu krzywdy i chorób mijały wirusom całe dni. 

W końcu, rodziny wirusów zaczęły się nudzić. Pryszcze, bóle mięśni, katar, grypa... Wszystko to już przecież było! Przechwałki wirusów przestały im sprawiać jakąkolwiek przyjemność. Zwołały więc w swoim królestwie wielkie zebranie, na którym postanowiły stworzyć najgorszego wirusa na świecie, żeby każdy bał się go tak, jak jeszcze żadnego innego przed nim. 

Wzięły ogromny kocioł i wsypały do niego całe mnóstwo złych składników. Wymieszały wszystko, trochę podgrzały i czekały. Po jakimś czasie z kotła wyszedł najbrzydszy wirus, jakiego kiedykolwiek widziały - cały szary i oślizgły, z czerwonymi gąbeczkami, obsypany pomarańczowymi wypryskami. Wszystkie wirusy były z siebie bardzo zadowolone - przed tak brzydkim wirusem, każdy na pewno będzie czuł strach! 

Wirus szybko podporządkował sobie pozostałe rodziny; był tak zły i bezwzględny, że nawet kazał sobie zrobić złotą koronę i zbroję, której nikt nie zdoła pokonać. Wkrótce po ich otrzymaniu, opuścił królestwo wirusów i ruszył w świat. Atakowanie śmiesznych, zielonych roślin wydało mu się niepotrzebne, więc zaczął szukać zwierząt. Najpierw na swej drodze spotkał małego nietoperza. Dotknął go i sprawił, że nietoperz zaczął mocno kaszleć i wcale nie mógł latać. Następnie zainfekował całą jego rodzinę, która musiała spędzić długie tygodnie w jaskini.

Koronawirusowi podobało się u nietoperzy, ale to mu nie wystarczyło. Pragnął sławy i uznania w królestwie wirusów, a tego na pewno nie osiągnąłby kończąc na nietoperzach. Zdarzyło się, że pewnego razu do jaskini nietoperzy, wszedł człowiek. Wirus dostrzegł swoją szansę! O tak, choroby ludzi wirusy lubiły najbardziej i były z nich najbardziej znane! Nietoperz akurat kichnął na człowieka i wirus wystrzelił jak z procy. Człowiek na szczęście wcale nie mył rąk, więc koronawirus szybko dostał się najpierw do jego nosa, a następnie pokonał drogę do płuc. Trochę w nich pobuszował, żeby zobaczyć z czym ma do czynienia, a następnie zaczął wywoływać gorączkę, bóle całego ciała człowieka, duszący kaszel i osłabienie. Człowiek zaraził innych ludzi, którzy podobnie jak on kaszleli i kichali bez zasłaniania twarzy i bardzo rzadko się myli. W królestwie wirusów zapanowały czyste szaleństwo i radość - chorych było coraz więcej, a koronawirus rozhulał się w najlepsze; jego sława była tak wielka, że zaczęto nawet pisać o nim w ludzkich gazetach!

Tymczasem w świecie ludzi sytuacja nie przedstawiała się już tak kolorowo. Wszyscy zaczęli masowo zapadać na chorobę wywołaną przez koronowirusa. Szpitale były przepełnione, sygnał karetek non stop rozbrzmiewał na ulicach a lekarze, którzy mieli ręce pełne roboty, opadali powoli z sił. Ludzie nie wiedzieli jak sobie z nim poradzić, aż do czasu, kiedy najmądrzejsi z nich - naukowcy, zauważyli, że koronawirus bardzo nie lubi zwykłego mydła. Ten kto często mył ręce, praktycznie wcale nie chorował. Pomocne okazywało się również zakrywanie buzi łokciem podczas kaszlu, dzięki czemu wirus nie mógł przedostawać się do innych osób. Niektórzy ludzie wcale jednak nie słuchali naukowców. Chodzili do sklepów, restauracji, organizowali imprezy, a kaszleli i kichali przy tym aż miło! A koronawirus tylko na to czekał. 

Najbardziej chorowali ludzie już na coś chorzy albo starsi - babcie i dziadkowie. Mieli bardzo dużo problemów, żeby wyleczyć się z choroby wywołanej przez koronawirusa. Świat ludzi pogrążał się w coraz większym chaosie, a wirus triumfował. Wtedy właśnie ludzie postanowili, że za wszelką cenę muszą znaleźć sposób, żeby go pokonać i uniemożliwić mu chodzenie od człowieka do człowieka. Postanowili więc... schować się przed nim we własnych domach! Wirus bardzo nie lubił domów ludzi. Dużo w nich było ohydnie pachnącego mydła, z każdego kąta patrzyły na niego groźnie wyglądające miotły, ścierki i mopy. Koronawirus był przecież wirusem światowym, królem wirusów! - kochał chodzić po galeriach handlowych, autobusach, pociągach, samolotach, uwielbiał latać na skrzydłach kaszlu. Aż tu nagle, kiedy skończył z jednym człowiekiem i rozglądał się za kolejnym na ulicy miasta, okazało się... że nikogo nie ma w pobliżu. Jeszcze przez jakiś czas chodził i szukał, przemieszczał się od jednego przystanku autobusowego do tramwajowego, pohuśtał się trochę na placu zabaw przy szkole, ale żaden człowiek się nie pojawił. W końcu wyszło słońce, popadał deszcz, spadł pierwszy śnieg, a koronawirus, nie mogąc chwalić się już przed innymi wirusami chorobami, które wywołał, zawstydzony i pokonany schował się gdzieś bardzo głęboko i prawie zniknął. 


Trzymajcie się ciepło, myjcie ręce i zostańcie w domu! Tylko wtedy uda nam się wspólnie opanować to nowe paskudztwo. 

44 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Za to Twoja wypowiedź jest totalnie niezrozumiała.. Chyba wirus głupoty Cię opadł.

      Usuń
    2. mojemu dziecku się podobała i nawet ją rozumiała super sposób przekazania dziecom co to jest koronowirus i jak powstał

      Usuń
    3. nawet spoko jestem dzieckiem i to czytam bo takie mam lekcje i okazało się być fajne

      Usuń
    4. korona wirus


      /~~~~~~~\
      | |
      | |

      Usuń
    5. knyurybddddddddddddddddddddddddddd
      gf seeeeeeeezssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssssss

      Usuń
  2. Zajefajne opowiadanie czytam mojemu synowi codziennie i siedzi i się nie rusza bo się boi i można sobie z mężem tiririri :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiście jest się z czego cieszyć,że się dziecko przestraszyło.W opowiadaniu jest fajny,jasny przekaz dla dzieci,że jak będzie się przestrzegało odpowiednich zasad to ten wirus w końcu odejdzie.

      Usuń
    2. placcccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccccyduvrs cyreaxyec sryfuvyfibvrxsw4tkkjkkkkiiiiiii lubie placki i fajny wierszyk xd gdrgvdkfbjyvdfsyrcwxdcykrv ctr

      Usuń
  3. Bardzo sympatyczne opowiadanie. W przystępny sposób dziecko jest w stanie zrozumieć co to ten wszechobecny koronawirus.

    OdpowiedzUsuń
  4. Super! tylko z ten pierwszy śnieg xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi się podoba opowiadanie :) takie na miarę wyobraźni dziecka
    No i szczęśliwe zakończenie :)
    Oby jak najszybciej w Realu

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie podoba mi się... Serio, takie bajki opowiadacie swoim dzieciom ?

    OdpowiedzUsuń
  7. Super opowiadanie! Przeczytałam córce i myślę, że trochę jej pomogło zrozumieć aktualną sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  8. FAJNE BARDZO POLECAM PRZECZYTAĆ

    OdpowiedzUsuń
  9. Straszne. Nie przeczytałabym tego swoim dzieciom. Wzbudzanie strachu jest bardzo destrukcyjne dla odporności zarówno dzieci jak i dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  10. Samq się bałam jak to czytałam.... Póki co mam wątpliwości czy to się nadaje dla dzieci... Mimo ze nie dużo o bakteriach i wirusach czytaliśmy bajek i książek

    OdpowiedzUsuń
  11. no, ale jaki nietoperz,to inne zwierzątko było - łuskowiec (pangolin). No i nie kichanie, a dotyk najbardziej nam zagraża publicznie, zwłaszcza, że ciężko pod tym względem upilnować dzieci, dlatego nie czuję wątku edukacyjnego. Ja swoim dzieciom przeczytam inną bajkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koronawirus em zarazisz się droga kropelkowa również ja dotykiem

      Usuń
  12. "Kiedy skończył z jednym człowiekiem...." co to za tekst? Interpretacja nasuwa się jednoznaczna...Merytorycznie słabo...sporo się nie zgadza. "Ludzie, którzy bardzo rzadko się myli..." To już chyba przesada. Ministrowie, politycy, lekarze, nauczyciele, aktorzy....ogółem wszyscy, którzy się myją a jednak zachorowali mogą poczuć się po prostu obrażeni. Niektóre fragmenty mogą przerażać. Na moim dziecku spore wrażenie zrobił fragment o kotku, który stracił połowę sierści...Przeczytaliśmy, pozostawiamy do indywidualnej oceny, ponieważ zdania (jak zawsze) mogą być podzielone.

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście przeczytane opowiadanie :) Sebastian z mamą

    OdpowiedzUsuń
  14. Super opowiadanie,mi się nawet podobało.Emilos

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dobrze sie czyta ,TEKST JAK NAJBARDZIEJ ZROZUMIAŁY dla dzieci, przybliża tematykę koronawirusa.
    świetna pomoc w pracy nauczyciela.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Korona powinna zostać wytłumaczona raczej jako ubranie z cierni, którymi wirus atakuje człowieka. Korona na głowie nijak ma się do działania wirusa.

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzieci mówią, że się zakochały w tym wierszyku.😀 Świetny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jest troche za dziecinne.Co mnie obchodzi ten koronawirus.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo ciekawe i pouczające bardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ekstra :-) W końcu o koronce w sposób pół żartem, pół serio :-)

    OdpowiedzUsuń